Inter to nie tylko piłka, ale także biznes...

Kaprys - czy w ten sposób można mówić o Interze Mediolan? Wydaje się, że niestety tak, bo klub oparty na bezgranicznej miłości jednego człowieka nie jest klubem stabilnym. I o ile jednego możemy być pewni - Prezes Moratti Interu kochać nie przestanie - warto zastanowić się na przyszłością klubu. Najsilniejszej marki we Włoszech. Tak, jak jeszcze kilka lat temu Milan i Juventus.















O ile w przypadku Milanu czy Juventusu nie ma wątpliwości, że ich potęgę zabiła Calciopoli, tak dzisiejsza niemoc spowodowana jest nieprzychylnością właścicieli, którzy z różnych powodów przestali darzyć miłością swoje kluby. A te pozbawione głównych inicjatorów zmian i przede wszystkim donatorów, spadły do europejskiej drugiej ligi.

Problem dziś tak bardzo dla nas odrealniony pokazuje jednak, że między klubami z Włoch i reszty europejskiej czołówki panuje prawdziwa przepaść. Podczas gdy włoskie stadiony przez kibiców odwiedzane są tylko w weekendy, w Anglii, Hiszpanii, a nawet Niemczech, trwa tam całotygodniowe święto. Kibice tłumnie biorą udział w treningach, zwiedzają lokalne muzea, ćwiczą na siłowniach, podziwiają koncerty, etc. Słowem - kluby zarabiają na swoich sympatykach przez siedem, a nie jeden dzień w tygodniu.

Pozostałe ligi to też inna organizacja i wie o tym każdy kibic średnio zorientowany w tematyce futbolu. Drużyny zarządzane są albo przez kibiców, albo na spółkę kibiców i właściciela. Efekt jest prosty - to nie od kaprysu zależy położenie klubu, tylko od jego fanów. Zespół może być zarządzany dobrze, może być zarządzany źle, ale wszystko to poddawane jest kontroli. Jak w sprawnie działającej demokracji. Dlatego kluby hiszpańskie i angielskie są stabilne, a tamtejsza czołówka ani drgnie od kilkudziesięciu lat.

Jaka była cena sukcesu Interu w 2010 roku? Olbrzymia - grzmią zagraniczne media. Inter jest klubem, który bez Morattiego nie miałby w swoim obecnym położeniu racji bytu. Brzmi to nierealnie zważywszy na to, że dziś nad wszystkim czuwa silna ręka prezesa. Ale jeśli go zabraknie, klub czeka kryzys znacznie większy niż u największych włoskich rywali. Dość wspomnieć niestety, że Inter cały czas więcej wydaje niż zarabia.


















Jeśli wierzyć włoskiej prasie, tylko za piętnastoletniej prezydentury Morattiego klub stracił 1,15 miliarda euro, z czego 730 milionów Prezes wyłożył z własnej kieszeni. Przy stanie finansów Interu problemy klubów z Anglii wydają się nic nie znaczącym okruszkiem. Co gorsza - znacznie szybciej zrehabilitowali się także zarządzający Juventusem i Milanem. Kluby nie tylko notują mniejsze straty (co w pewnym sensie jest zrozumiałe), ale ostatnio zaczęły wręcz zarabiać.

Dlatego, choć każdego kibica irytować mogą obietnice bez pokrycia ("100 mln na transfery"), polityka prowadzona przez Inter nie jest polityką głupią. To polityka konieczna. Branca wraz z Morattim zdają sobie sprawę z tego, że wydatki na pensje zabijają budżet Interu i w tej sytuacji konieczne jest przede wszystkim sprzedawanie. Sprzedawanie gwiazd, których kontrakty są zdecydowanie nieadekwatne do umiejętności. Zaciskanie pasa w obecnej sytuacji Interu jest komfortem - mało który klub może sobie pozwolić na oszczędności, mając do dyspozycji najlepszą jedenastkę Europy. Brawa za okienka transferowe - 2010/11, ale przede wszystkim 2009/10 (gdzie jedynym zgrzytem niezgodnym z założeniami była wysokość kontraktu Eto'o).

Każdy sukces kosztuje, ale powinien też zacząć się zwracać. Moratti nie tylko finansuje Inter, on od lat traci na nim setki milionów euro. Drugiego takiego Prezesa już nie będzie, a bez Morattich nie będzie Interu. Klub musi zacząć zarabiać.
Dodał: Loon || Data: 24.08.2010 18:15
Komentarzy: 10

Dodaj komentarz

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
#10 Autor: adi1908 [05.09.2010 13:07]
ProfilProfilProfil
a co z przepisami o samofinansowaniu się klubu o których zaczyna być coraz głośniej ?? wtedy takie Juve będzie o krok przed nami w tej sprawie
#9 Autor: Lamatico [26.08.2010 13:30]
ProfilProfilProfil
//Nie bez znaczenia jest, że na lotnisku po powrocie z Madrytu puchar wyniósł syn Massino i Javier, chłopak pewnie równie zakochany w Interze jak ojciec
#8 Autor: Perkoz1908 [26.08.2010 12:34]
ProfilProfilProfil
Co prawda to prawda, Massimo to Massimo i drugiego takiego nie bedzie. Natomiast mamy prawo liczyc na Angelomario, syna Massimo. Była ostatnio informacja ze wszyscy go widzą jako nastepce ojca. Ciekawe jak sobie poradzi, swoją drogą mysle ze obaj panowie rozmawiają o finansowych sprawach Interu i obecne poczynania Morattiego, Branki są podyktowane tym aby w przyszłosci przyszły prezydent miał łatwiej. Nie musi byc wcale zle jezeli Inter zostanie w rekach Morattich.
#7 Autor: micom [25.08.2010 15:04]
ProfilProfilProfil
No niby autor ma rację, ale śledząc obecne trendy w futbolu nie da się nie zauważyć, że zbudowanie potęgi wiąże się z ogromnym zadłużeniem. Przykłady - Real, Chelsea, ManU, Barcelona, a teraz ManCity. I tak Inter, Chelsea i Man City mają to szczęście, że 70-80% długów to zaległości w stosunku do właściciela, a nie np. do banków (które upominają się o swoje >> patrz Liverpool). Moratti straty w Interze pokrywa ogromnymi nadwyżkami z przemysłu naftowego. Tak samo jest np. w Legii finansowanej przez ITI.

Zgadzam się z Morattim, że nie ma obecnie sensu kupować wielu piłkarzy. Ale jestem jednocześnie zdania, że dwóch nowych mógłby nabyć, bo powiew świeżości jest zawsze potrzebny. Jednak najważniejsze jest sprzedanie Suazo, Manciniego itp.
#6 Autor: solo_nerazzurri [25.08.2010 14:08]
ProfilProfilProfil
Fajny tekst<brawo>
#5 Autor: Biały [25.08.2010 13:07]
ProfilProfilProfil
Stadiony są absolutną podstawą, aby coś drgnęło we włoskiej piłce. Niestety cały czas jest cisza w tym temacie. Jedynie Juventus coś działa w tym kierunku i już niedługo będą zbierać tego owoce. Trochę to smutne, ze najlepsze kluby grają na stadionach należących do miasta. Na pewno szansą na jakąś zmianę była organizacja Mistrzostw Europy, ale niestety nic z tego nie wyszło.

Co do Interu to nie mam obaw, że Moratti kiedykolwiek nas opuści, już przecież jego syn jest przymierzany do przejęcia władzy, więc bankructwo nam nie grozi ani nic takiego. Przydałoby się jednak ruszyć z budową stadionu...nie mówię oczywiście, że tylko MM ma to finansować, bo chętnych sponsorów na pewno by nie zabrakło.

Co do ruchów na rynku, to Moratti po prostu poszedł po rozum do głowy i przestał na to wszystko patrzeć jako kibic. Zorientował się, że lepiej zainwestować w dobrych działaczy, scoutów itp, a nie kupować piłkarzy z pierwszych stron gazet. Wiadomo, ze tegoroczna "bierność" jest podyktowana finansowym fair play i bardzo dobrze, ze już teraz o tym myśli. Wprowadzanie tego ma niby trwać trzy lata, ale po co odkładać to na ostatnia chwile, skoro i tak w tym momencie dysponujemy silnym zespołem, więc można zacisnąć pasa.
#4 Autor: bloow [25.08.2010 11:36]
ProfilProfilProfil
Swieny tekst lecz troche niepokojacy.
#3 Autor: MiRas. [25.08.2010 11:31]
ProfilProfilProfil
Dobry tekst, może niektórym kibicom, którzy jęczą, że nie ma transferów rozjaśni co nieco w tej główce.
#2 Autor: rdr3 [25.08.2010 00:35]
ProfilProfilProfil
sporo w tym niestety prawdy ale Inter to jest taka marka która ma spore sznase na znalezienie inwestora w krajach arabskich lub na wschodzie ale fakt jest taki że podstawą przetrwania klubu jest nowy stadion
#1 Autor: Lamatico [24.08.2010 20:42]
ProfilProfilProfil
//Ładnie ten tekst obrazuje politykę jaka panuje we współczesnym footballu. Brakuje mi tylko poruszenia w nim kwestii innych wielkich klubów, które żyją na kredyt. Inter zaś finansowany przez prywatne pieniądze Massimo.