"Czarno-Niebieska Owca". Praca konkursowa
Czytając Wasze wpisy zauważam to, co chyba Wy wszyscy również: każdy z Nas przechodził przez to samo. Rozmawiając z jakimkolwiek Interistą w Polsce można uznać: kurcze, jesteśmy tacy sami, chyba nawet mamy tych samych znajomych.
Inny wśród swoich
4, może 5 klasa podstawówki. Nierozłączna paczka najlepszych kumpli. Lubiani, prawie podziwianych przez wszystkich. Każdy chciał z nimi trzymać, bo to gwarantowało (i gwarantuje nadal) świetną zabawę, dużo śmiechu i, przede wszystkim, spokój u nauczycieli. A ta "niezdarta ekipa" chłopców przedstawia się tak:
Kuba, pseudo "Mały" - mimo zaledwie 12 lat fan Realu od około ośmiu. Ulubieniec, tradycyjnie - Raul
Zbyszek - Barcelona, Barca, Blaugrana, Duma Katalonii i wiele innych klubów.
Michał - niby niezdecydowany, ale jednak Manchester
Adrian, "Rumun" - Chelsea od zawsze. Dumny, bo jego klub wchodzi w erę Abramovicha i Mourinho. Zapowiadają się złote czasy.
"Siwy", niby Krzysiek, ale kto to pamięta:D - Juve, Alex, Juve, Alex, .....
Rafał - "CO?? Inter? No proszę cię..."
Tak, to słyszałem całymi dniami. I chyba każdy z Nas słyszał. I chyba nikt się tym nie przejmował. Często padało pytanie "Dlaczego akurat Inter? Grają słabo, sukcesów brak, trenera zmieniają co chwilę, gwiazd niewiele, prezes jakiś niecierpliwy, szasta kasą, z której nic nie ma, nikt nie chce tam grać, styl żaden, etc...". Jedyną osobą, którą można było wtedy kochać, naśladować, wielbić i modlić się do niej był Ronaldo. I jak ktoś słyszał, że Inter, od razu miał na myśli właśnie jego. A jakże cudownie było patrzeć na ":o" takie oczy tych ludzi, kiedy odpowiadałem: Nie, nie Ronaldo. T-O-L-D-O.
Początek tego, co nie chce się skończyć
A jeśli Toldo, to oczywiście Euro 2000.
To zbyt odległe czasy, żebym miał internet i ciężko było się dowiedzieć w jakim klubie gra "jakiśtam" Toldo. Bo gdzie grał Beckham, Owen, Raul, Morientes, Kluivert to wiedzieli wszyscy. Gdy tylko się dowiedziałem, że tym klubem jest Inter, podjąłem decyzję: gdzie Francesco tam ja. On pozostał do końca, ja też.
Czy to się zmieni?
Często pytałem sam siebie. I od razu odpowiadałem: tak, ale ktoś to musi ogarnąć. Przyszedł Mancio. Trener bardziej znany z tego, że przed chwilą był piłkarzem, ale już z jakimś doświadczeniem w Lazio. Co by nie mówić: przyszedł Mancio - przyszły sukcesy. Stopniowo, ale przychodziły. Na Inter w moim otoczeniu zaczęto patrzeć inaczej. Już wiedziałem, że ta pierwsza cegiełka jest postawiona. Teraz potrzebny jest prawdziwy artysta i przyszedł ON.
The Special Love
Bo tylko tak mogę nazwać to, co dzieje się od 3 sezonów. Miłość jak najbardziej odwzajemniona. Ja daję Interowi siebie podczas meczów, On odpłaca mi się momentami euforii, wzruszenia, niebiańskiej radości. ON (jak już wcześniej został przeze mnie nazwany Jose Mourinho), The Special One, jest człowiekiem, który był Interowi potrzebny. Specyficzny (czyt. specjalny) klub potrzebuje "specjalnego" trenera. Nigdy nie wierzyłem w to, że zostanie u nas na długie lata. Wiedziałem od zawsze, że ma misję i jak tylko ją spełni to odejdzie. Ale wiedziałem, że ją spełni i da mi to, na co czekam od 2001 roku. Jose rozpoczął i zarazem zakończył pewną epokę w dziejach Interu. Rozpoczął epokę zwycięstw, a zakończył epokę "w kratkę". ON, na pewno nieświadomie, najmocniej zaszczepił we mnie przywiązanie do klubu w TYM mieście, na TYM stadionie i, co najważniejsze, o TYCH barwach.
Co dalej?
Po odejściu Mourinho można stwierdzić, że to ON był osobną epoką Interu. Teraz (mam nadzieję, że nie) wracamy do punktu wyjścia. Zmiana trenera w połowie sezonu rzadko "robi dobrze" drużynie (choć Leonardo był moim kandydatem nr 1 już pół roku temu), polityka transferowa z tego lata nie przypomina tej z roku poprzedniego. Nie uczymy się na błędach własnych i naszego lokalnego rywala. Nie chciejmy być tacy, jak on. Jednak co by się nie działo, jak by nie było - ja tu zostaję! Jeśli mam na kolejne trofeum w Europie czekać znów 10 lat - poczekam. I będę je świętował tak samo hucznie jak to z zeszłego roku. Bycie "Czarno-Niebieską Owcą" powinno być dla Nas zaszczytem. "Przyzwyczajeni" do huśtawki nastrojów, nigdy nie możemy stwierdzić na 100%: Inter zagra świetny mecz. Ale po co byłoby te mecze oglądać, gdyby z góry było pewne, że wygramy 3:0? Żyjmy w błogiej niewiedzy, cieszmy się, cierpmy, skaczmy, pijmy, płaczmy, ale ZAWSZE RAZEM. Bo My, Interiści, bez wątpienia jesteśmy najwytrwalszymi z kibiców. Bądźmy dumni z tego, że to właśnie My tworzymy tę zamkniętą grupę. Bo ci najwierniejsi w maju cieszyli się najgłośniej!!
Bo w moich żyłach płynie Inter, a nie jakieś tam dziadostwo :D
Dodał:
pingfin || Data: 05.01.2011 22:57
Komentarzy: 2
Tylko on dodaje (tak bynajmniej było do tego roku) " No i doczłapią do tej 1/8 i nic dalej "
Mecz z Barca ? bezcenne !