Na one słowa Hillowe* (praca konkursowa)
Na one słowa Hillowe...*
- I co ty możesz wiedzieć o futbolu?... – słowa spoglądającego z pogardą na mój szalik studenta potraktowałam jak splunięcie w twarz, potrzask lekceważenia. Ten ironiczny uśmiech, zawadiacki błysk w oku i czerwone z zimna dłonie, dzierżące zwinięty kawałek gazety z wynikami ostatniej kolejki Serie A. Zacisnęłam zęby i nic nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że moje oburzenie wywołałoby jedynie śmieszność, a tego nie chciałam. Jednak ukłucie, jakie poczułam w sercu, pozostało do dziś. Upokorzenie, doznane tamtego dnia, przedarło się przez grubą warstwę obojętności i zakorzeniło się, niby ziarno gorczycy, głęboko w podświadomości. Wiedziałam, że istnieje tylko jeden sposób na wyrwanie owych plew rozpaczy.
„Krew poczuła – spod ziemi wygląda-
I jak upiór powstaje krwi głodna:
I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda,
Tak! Zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem i choćby mimo Boga!” **
*****
Waleczny. Silny. Nieprzewidywalny. Te trzy przymiotniki przychodzą mi na myśl, gdy pomyśle o moim klubie. Tak – o moim, gdyż utożsamiam się z mediolańskimi bogami futbolu. I mimo, że czasem wychwalam na wyrost, nie boję się wielkich słów. Nie boję się już drwin, kpin czy zwykłej pogardy. Tak jak Inter nie boi się wyzwań. Ba! Wyzwania są jego motorem napędowym, im trudniejszy przeciwnik, im wyżej postawiona poprzeczka, tym smaczniejszy owoc zwycięstwa. A niczego nie lubię tak, jak walki na śmierć i życie. Wszak „najpierw cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz.” ***
Zawodnicy Interu nie wychodzą na murawę jak piłkarze. To gladiatorzy, zmierzający na arenę. Mierzą badawczym wzrokiem przeciwnika, a przez ich głowę przechodzi tylko jedna myśl – wygrać, poniżyć, rozdeptać! Zafundować bolesną lekcję pokory! Zuchwalstwo, lecz w pełni uzasadnione. Wszak makiawelizm, w granicach nieprzekraczających zasad moralnych i humanitarnych, nie jest karygodny. Inter, niczym oddział wojskowy rusza do ataku. „Strzelać, panowie!” od czasu do czasu wydaje komendy naczelny dowódca- niewzruszony pan trener. I podopieczni strzelają. Okupują bramkę przeciwnika, niestrudzenie i do skutku. Muszą wygrać. To nie jest walka o trzy punkty. To walka o honor, dumę, tradycję. To podziękowanie dla rzeszy sympatyków, których nie sposób zawieść. To obowiązek godnego reprezentowania kibiców, spełnienia ich oczekiwać, grania na najwyższym poziomie do ostatniego gwizdka sędziego. Nie ma mowy o zignorowaniu przeciwników, o spowolnieniu tempa gry, o poddaniu się przed końcem. Może inni, ale nie oni! Piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci. To coś niewyobrażalnie ważniejszego… ****
To dlatego dostarczają nam tylu pięknych chwil. Dlatego przecieramy oczy ze zdumienia, oddajemy się gorącym rytmom dzikiego tańca radości, z hukiem otwieramy szampana, ocieramy łzy wzruszenia. Bo Inter nie jest dodatkiem do życia. Wypełniaczem wolnego czasu, przy piwie i paczce paluszków. Inter to integralna część mojego życia, aktywna wartość, bez której nie sposób funkcjonować. Co prawda nie mam zamiaru przedstawiać mojego życiorysu z perspektywy „sezon po sezonie z Interem” z zaznaczeniem pierwszego idola, pierwszej koszulki, pierwszego meczu, bo uważam to za najbardziej banalny odzew na zaproponowany temat. Jednak porażki i zwycięstwa przeżywam niemiłosiernie. Zwłaszcza jedno zwycięstwo zapadni mi w pamięci do końca życia.
22 maja 2010 roku. Dzień był to niezwykły. Dzień niepohamowanej radości, której nie zamknę ni w morzu epitetów, ni w Rafaello. – Co ty tak wrzeszczysz?! – zirytowana matka próbowała uspokoić moje rozhuśtane na wszystkie strony emocje. Bałam się mrugnąć, żeby ani moment tego świętego widowiska nie umknął moim oczom. Z namaszczeniem dzierżyłam pilota, drugą ręką ściskając ukochany, nadgryziony zębem czasu, czarno-niebieski szalik. Egzekutorem okazał się Milito. To on wyrównał rachunki. Nie tylko drużyny, nie tylko kibiców. Ale i moje. Oto poczułam się ważnym elementem w tym skomplikowanym, futbolowym mechanizmie, który od tylu lat sprawnie funkcjonuje i łączy ludzi. Poczułam dumę, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. I nie wstydzę się moich łez, mojej wrażliwości. Nigdy nie ukrywałam uczuć spowodowanych piłką nożną, więc i tym razem nie miałam zamiaru tego robić. Gdy usłyszałam ostatni gwizdek sędziego, wiedziałam, że za kilka minut będzie miała miejsce uroczysta dekoracja. Wyłączyłam telewizor. Mimo wcześniejszej euforii, uspokoiłam emocje, zmrużyłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Zamknęłam drzwi od pokoju. W takiej chwili nic nie mogło mnie rozpraszać, potrzebowałam absolutnej ciszy i spokoju. Tak długo czekałam na ten moment. Cztery lata. Szybkim ruchem podniosłam ze stołu telefon, wykręciłam odpowiedni numer. Po trzecim sygnale rozległ się w słuchawce znajomy głos.
- Tak?
- I co ty możesz wiedzieć o futbolu… - i odłożyłam słuchawkę. W istocie słuszne jest stwierdzenie, iż zemsta nabiera słodyczy wraz z czasem oczekiwania.
Więc jeśli spytasz mnie, czym właściwie jest dla mnie Inter Mediolan, nie odpowiem. Nie odpowiem, nie chcąc bezcześcić wzniosłych uczuć zamykając je w przyziemnej klatce ludzkich słów.
*Parafraza Sonetu II Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, nawiązanie do słów Napoleona Hilla : „Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć”
** Fragment "Dziadów" cz. III Adama Mickiewicza ( "Pieśń zemsty")
*** Mahatma Gandhi
**** Nawiązanie do słów "Niektórzy uważają, że piłka nożna to sprawa życia i śmierci. Jestem bardzo rozczarowany takim podejściem. Zapewniam, że jest czymś znacznie, znacznie ważniejszym." Bill Shankly
by... kcm
Dodał:
oehpma || Data: 08.01.2011 12:17
Komentarzy: 26
tekst o gladiatorach poezja widziałem czytając te słowa Inter wychodzacy naprzeciw Barcelonie (zraszaczą) dlatego jeszcze raz Ci dziekuję i nie ma w tym żadnej złosliwości. Dla mnie nie ważne jest za kim jesteś dla mnie ważne jest że ten taks jest prawdą o Interze o Wielkim Interze.