3. Dennis Nicolaas Maria Bergkamp
Urodził się 10 maja 1969 roku w Amsterdamie. Jego rodzice byli zapalonymi kibicami futbolu. Synowi nadali imię Denis, na pamiątkę swego idola, Szkota Denisa Law`a, występującego w Manchesterze United. Urzędnik nie zgodził się zarejestrować dziecka noszącego takie imię, bo wymawiało się identycznie jak żeńskie Denise. Pociecha państwa Bergkampów została więc... Dennisem. Uwielbienie dla futbolu przeniosło się z rodziców na dziecko. Mały Dennis całe dnie spędzał w parku i na ulicach grając z przyjaciółmi. Jego idolem był Glenn Hoddle. Później trafił do amatorskiego klubu Wilskracht SNL. Jednak dla niego i kolegów cel był jasny: Ajax!
Bergkamp trafił oczywiście do młodzieżowej szkółki Ajaxu, tak jak inny wielki wychowanek ulic Amsterdamu - Johan Cruyff. Na samym początku Dennis niezbyt dobrze sobie radził. Przeszkadzała mu mizerna postura i atmosfera rywalizacji wśród juniorów. Wytrwał jednak, nadrabiając braki fizyczne świetną techniką i zaangażowaniem. "Przez długi czas, kiedy byłem młodym zawodnikiem, wydawało mi się, że nic z tego nie będzie, bo byłem za słaby fizycznie. Później jednak wywalczyłem sobie miejsce w pierwszym składzie i już nigdy go nie utraciłem". Praktyka w przezwyciężaniu trudności oraz znakomite wyszkolenie odebrane w Voorland" (szkółka Ajaxu) przydały się piłkarzowi w późniejszych latach. "W Ajaksie uczono nas grać na każdej pozycji, aby lepiej zrozumieć grę. Gry turniejowe były zabronione na treningach szkółki". Warto podkreślić, że Bergkamp znakomicie godził wyczerpujące treningi z dobrymi wynikami w szkole. "W Holandii wielu jest piłkarzy, którym kontuzja złamała karierę. Jeśli jesteś wykształcony - masz do czego wrócić po zakończeniu przygody z piłką". Jego kariera uległa przyspieszeniu, gdy w klubie znów pojawił się Cruyff. Nowy trener, dobrze pamiętał, że sam debiutował w bardzo młodym wieku i nie zawahał się wypróbować 17-letniego blondyna. "Gdy miałem 12 lat, zacząłem trenować 3 razy w tygodniu. Wtedy grał jeszcze Johan Cruyff. Kiedy trafiłem do pierwszego zespołu, Cruyff był już jego trenerem. Miał na mnie wielki wpływ, zawsze pomagał młodym zawodnikom piąć się do góry".
14 grudnia 1986 roku Bergkamp zadebiutował w Ajaxie w meczu przeciwko Rodzie JC Kerkrade. Nie miał wtedy jeszcze nawet zawodowego kontraktu, gdyż... był za młody. Kilka miesięcy później wystąpił po raz pierwszy w rozgrywkach europejskich: w meczu przeciwko Malmö FC w Pucharze Zdobywców Pucharów, kiedy to Ajax po latach niebytu znów przypomniał o sobie kibicom w Europie. W 1987 roku zdobył Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar Holandii. Nie był jeszcze wtedy podstawowym zawodnikiem Ajaksu. W samym finale PZP w Atenach nie grał ponieważ był kontuzjowany. Wyrastał w cieniu Marco van Bastena i szwedzkiej gwiazdy - Stefana Petterssona. Gdy ten jednak doznał kontuzji, szybko okazało się że nikt nie odczuwa jego braku. Ajax miał przecież Bergkampa! Grając w Holandii zdobył w 185 meczach ligowych (w ciągu 7 sezonów) aż 103 bramki. Ogółem w barwach Ajaksu grał 239 razy i strzelił 122 gole. W 1991 roku po raz pierwszy zdobył tytuł króla strzelców ligi holenderskiej, wspólnie z Romario, grajacym wtedy w PSV. Osiągnięcie to powtórzył, już samodzielnie, w dwóch następnych sezonach: w 1992 roku strzelił 24 gole, w 1993 - 26 bramek. W 1992 roku zdobył z Ajaksem Puchar UEFA. Był już wtedy największą gwiazdą teamu, dowodzonego przez Louisa van Gaala. W latach 1992 i 1993 wybierany był najlepszym piłkarzem Holandii.
W 1990 roku debiutuje reprezentacji w wyjazdowym meczu z Włochami. Po nieudanych MŚ 1990 młodzi, zdolni (Bergkamp i Frank de Boer) dostąpili zaszczytu gry w pomarańczowym trykocie. Już w drugim spotkaniu z Grecją wpisał się na listę strzelców. Bardzo dobrze spisywał się na Mistrzostwach Europy w 1992 roku. Strzelił tam 3 gole, a przecież w ataku grał z samym Van Bastenem.
Właśnie w Szwecji dostrzegli go wysłannicy najbogatszych klubów europejskich. W gazetach pojawiały się nazwy klubów, w których miał występować: Real Madryt, Barcelona, Bayern Monachium, Juventus... i coraz wyższe sumy jakie trzeba za niego zapłacić. Holenderski snajper, wiedziony przykładem Van Bastena, Gullita i Rijkaarda marzył o Włoszech. Nie chciał jednak grać w AC Milan, bo tam legendami byli już "trzej muszkieterowie", a on nie chciał być w cieniu. Pragnął pracować na własne konto. Dał się skusić Interowi Mediolan, mimo ostrzeżeń Cruyffa o defensywnym stylu gry tej drużyny. Do Włoch przeniósł się razem z przyjacielem z Ajaksu - Wimem Jonkiem. Mediolański klub zapłacił za obu 12 milionów funtów! Niestety dla obu była to bardzo nietrafiona decyzja. Wychowany w Ajaksie, gdzie preferowano ofensywny styl gry, Bergkamp zupełnie zatracił swój strzelecki instynkt. Narzekał, że w Holandii drużyna przeciętnie wypracowywuje 6-7 sytuacji podbramkowych w czasie meczu, a w Serie A defensywnie ustawione drużyny stwarzają 1-2 szanse. Nie mógł sobie poradzić z presją i narastającą krytką kibiców. W ciągu dwóch lat rozegrał 51 spotkań, ale zdobył zaledwie 11 bramek. Jedynym sukcesem był puchar UEFA w 1994 roku. Szczególnie źle znosił ciężar popularności orazi zainteresowanie dziennikarzy i kibiców jego życiem prywatnym. Bergkamp nie pasował do wizerunku gwiazdy: "Zegarki Rolex, złote łańcuchy oraz wyzywające samochody - nienawidzę tego. Chcę być tylko Dennisem Bergkampem". Mimo tak stresującego sezonu nie zawiódł na MŚ w 1994 roku, gdzie znów strzelił 3 gole.
Bergkamp obawia się podróży samolotami Fobię powiększył jeszcze fałszywy alarm bombowy w samolocie, którym leciała reprezentacja Holandii podczas Mundialu w USA w 1994 roku. Od tego czasu stara się nie latać samolotami. Jest to spory problem dla jego trenerów, którzy nie mogą brać go pod uwagę przy ustalaniu składu w meczach wyjazdowych. Ta przypadłość zyskała mu pseudonim: "nielatający Holender". Bergkamp bynajmniej nie uważa tego za ułomność. Wręcz przeciwnie, twierdzi, że dopiero podjęcie decyzji o nie lataniu (wkrótce po przejściu z Interu do Arsenalu), pozwoliło mu osiągnąć szczyt formy. Nie w tym rzecz, mówi, że nie potrafi przełamać strachu i wsiąść na pokład. "Kiedy jeszcze latałem, to bałem się kilka dni przed wylotem na mecz, nie mogłem normalnie trenować, spać. Grając zaś myślałem tylko o locie powrotnym. To nie miało sensu, gdyż negatywnie odbijało się na mojej dyspozycji fizycznej i psychicznej. Odkąd zrezygnowałem z latania samolotami, znów poczułem się wolny."
Wybawieniem dla niego i Interu okazała się propozycja Arsenalu Londyn. Nauczony doświadczeniem rozmowy w sprawie kontraktu nie rozpoczął od negocjowania warunków finansowym, tylko od pytania, w jakiej roli widzi go w drużynie menadżer. Ostatecznie 3 lipca 1995 roku za 7,5 mln funtów - rekordową wówczas sumę transferową na Wyspach Brytyjskich - przeszedł do Kanonierów. W Anglii odżył. Po przybyciu na Highbury, żartował: "Jedną z przyczyn mojego niepowodzenia w Interze były kolory strojów. Nigdy nie było mi dobrze w czarnym i niebieskim. Teraz znów noszę moje ukochane kolory: biały i czerwony. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że są to barwy mojej wielkiej miłości: Ajaxu Amsterdam (...) Nie wspominam zbyt dobrze Włoch. Będzie mi brakowało jedynie włoskiej kuchni". Po dwóch stresujących sezonach we Włoszech, znów zaczął grać tak dobrze jak niegdyś w Ajaxie. Na każdym kroku podkreślał, że czuje się w Londynie jak w domu i chciałby zostać tu jak najdłużej. W Anglii znów poczuł, że ma życie prywatne. Że jest także człowiekiem, nie tylko piłkarzem. Dobre samopoczucie wzmocniła jeszczeprzyjaźń z Ianem Rightem. Debiutował 20 sierpnia 1995 roku w meczu z Middlesbrough (1:1). Zaledwie 3 dni później zdobył września zdobył dwie bramki w wygranym meczu 4:2 z Southampton. Mimo to, pierwsze tygodnie nie były dla niego najlepsze. "Pieniądze wyrzucone w błoto", "Co za chybiony transfer " - mówili kibice po pierwszych spotkaniach , a szczególnie po meczu Pucharu Ligi , w którym to Bergkampowi nie udało się zdobyć bramki. Rywalem Arsenalu był Hartlepool, zespół z Division 3. Później było już tylko lepiej, zwłaszcza kiedy do klubu przybył francuski trener Arsene Wenger. Sezon 1997/98 był jednym z najlepszych w karierze Holendra: Arsenal zdobył mistrzostwo i Puchar Anglii; został trzecim piłkarzem w plebiscycie FIFA za 1997 rok (powtórzył osiągnięcie z 1993 roku); został również wybrany przez swoich kolegów, piłkarzy na najlepszego piłkarza ligi angielskiej. Na koniec świetnego sezonu dotarł z reprezentacją Holandii do półfinału MŚ 1998, a on strzelił w turnieju, mimo kontuzji, 3 gole (w tym przepiękny gol z Argentyną). W ten sposób wyrównał rekord Faasa Wilkesa, który strzelił w reprezentacji 35 goli.
Coraz częściej zamiast pozycji napastnika wybiera grę w głębii pola. Mając w reprezentacji i w klubie tak znakomitych snajperów jak Kluivert, Anelka, Kanu, Wiltord, Henry woli podawać piłkę, niż wykańczać akcje. Nie oznacza to, że zapomniał jak się strzela gole. Najtrafniej chyba scharakteryzował Bergkampa jego były partner z reprezentacji Holandii, Ruud Gullit: "Dennis nie jest ani typowym napastnikiem kończącym akcje, ani typowym rozgrywającym. Jego największym atutem jest to, że na boisku zawsze znajduje się tam gdzie trzeba i w odpowiednim czasie ".
Jeszcze przed Euro 2000 zapowiedział, że niezależnie od wyników turnieju, kończy reprezentacyjną karierę. Świetnie układałasę współpraca z Kluivertem. Ich popis w meczu z Jugosławią na długo pozostanie w pamięci. Rijkaard znalazł dla niego idealne ustawienie: cofniętego napastnika. W połączeniu z dwoma ofensywnymi skrzydłowymi dawało to bardzo dobre rezultaty. Niestety, koniec kariery nie wypadł tak jak sobie wymarzył Bergkamp. Na drodze do finału stanęła niemoc strzelecka w meczu półfinałowym z Włochami. Strzelając gola w meczu z Danią stał się jednak najskuteczniejszym reprezentantem Oranje w historii - 37 goli. Rozczarowany porażką nie zmienił zdania, co do zakończenia kariery w reprezentacji. Zrozpaczonym kibicom pozostało więc obserwowanie jego popisów na Highbury.
