MiRas. pisze:
"No i stało się!
Kolejny smutny dzień Barcelonismo. Duma Katalonii wymęczyła skromne zwycięstwo 3-1 nad jakże przeciętną i nieznaną drużyną AC Milanu i szczęśliwie doczłapała się do półfinału Ligi Mistrzów. Nie było manity. Nie było zmiażdżenia rywala. Nie było anihilacji. Były dwa karne i dość przypadkowy gol Iniesty. Czarne chmury zbierają się nad Camp Nou. "
Wszedłem sobie na Blaugranę z ciekawości by zobaczyć ich punkt widzenia na ten mecz, zobaczyłem powyższy wpis i zacząłem się mocno zastanawiać, czy tam piszą po prostu debile, czy to już bez inteligentne formy jakiegoś życia przejęły ten serwis?! Czytając dalej dorwałem fragment: "AC Milan nagle stał się drużyną przeciętną, którą mocarze i nadludzie z Barcelony powinni zmieść z powierzchni Ziemi". Wtedy właśnie zrozumiałem, że jednak sprawy mają się gorzej niż myślałem... ale do rzeczy.
Finał LM to Barcelona - Real, pisałem o tym tuż po losowaniu, a teraz jestem w tym tylko utwierdzony, trzymam kciuki za Real, bo tylko on jeszcze może zniszczyć tych płaczków, farciarzy, zresztą nie wyobrażam sobie przegrywającego w finale Mourinho. Co do meczu z Milanem, pozostaje współczuć Milanowi, w dalszej fazie pozostaje współczuć Chelsea/Benfice, bo czeka ich nie mały cyrk i walka z żółtą mafią UEFY. Rzygam już tą sektą z Katalonii.
Trzeba czytać cały artykuł, a później go komentować. Jego początek to ewidentna lekka drwina w stosunku do tych, którzy spodziewali się pogromu i teraz narzekają.
Zresztą nie przesadzaj, bo wychodzi na to, że Barcelona to słaba drużyna, która z każdym lepszym rywalem potrzebuje dużej pomocy sędziów.
Nie chcę zaczynać dyskusji, ale ktoś tu jest mocno uprzedzony i przyjmuje argumenty tylko w jedną stronę.
UEFA to mafia - pełna zgoda, tylko że nie sama Barcelona ją tworzy i jakby nie patrzeć włoskie kluby też w tym uczestniczą jak i niemal wszystkie kluby w Europie. Można podsumować to tak: wszystkie federacje/kluby akceptują taki stan rzeczy, a utwierdza mnie w tym przekonaniu zerowy sprzeciw.
Wychodzi na to, że oglądnie europejskich rozgrywek traci sens, bo wszędzie są szwindle i przekręty. I na ten cały burdel wypadałoby tylko machnąć ręką. Tylko, że ja po prostu lubię piłkę nożną jako sport i nie śledzę rozgrywek z przeświadczeniem, że sprawiedliwości musi stać się zadość. A poza tym ciekawi mnie co dzieję się na samej "górze".