Denzel Dumfries, były zawodnik Interu, a obecnie piłkarz Realu Madryt, nie zapomina o latach spędzonych w Mediolanie. Holender w rozmowie z Libero opowiedział o swoim pobycie w Nerazzurrich, transferze do Realu, relacjach z byłymi kolegami oraz możliwości powrotu do Interu w przyszłości.
Dumfries współpracuje obecnie w Madrycie z José Mourinho i bardzo pozytywnie wypowiada się o portugalskim szkoleniowcu. Rozmawiacie czasem o swoim wspólnym okresie w Interze?
- Tak, dużo rozmawialiśmy o Interze. Okres, który tam spędziliśmy, był dla nas obu wyjątkowy. Kochamy Inter, nadal go śledzimy i rozmawiamy o nim.
Minęły mniej więcej trzy miesiące od twojego odejścia z Interu. Nadal śledzisz wyniki? Kibicujesz byłym kolegom? Czujesz się jeszcze w pewnym sensie Interistą?
- Tak, oczywiście. Śledzę wszystko i nadal rozmawiam z byłymi kolegami. To normalne - jeśli grasz z kimś przez pięć lat, stajecie się przyjaciółmi, powstają również relacje między rodzinami i dziećmi. Jestem w kontakcie z wieloma zawodnikami i kiedy Inter strzela gola, bardzo się z tego cieszę. To nigdy nie minie. Dużo rozmawiam z Marcusem (Thuramem - przyp. red.), nadal robimy sobie te same żarty i opowiada mi wszystko. Przez te pięć lat staliśmy się rodziną. Teraz śledzę ich z daleka, ale widzę wszystko.
Dlaczego zdecydowałeś się przejść do Realu?
- Po pięciu latach w Interze poczułem, że nadszedł odpowiedni moment, aby spróbować czegoś nowego. Real jest dla mnie największym klubem na świecie i gra tutaj jest przywilejem. Nie miało to nic wspólnego z Interem, ponieważ spędziłem tam wspaniały okres. Czasami jednak w życiu czujesz, że potrzebujesz nowych wyzwań, a Real był dla mnie idealnym klubem. Gra w Interze była wielkim zaszczytem, ale chciałem zrobić ten krok. Chłopcy również bardzo się z tego powodu cieszyli. To był właściwy moment.
Kiedy dowiedziałeś się o zainteresowaniu Realu?
- Po zakończeniu sezonu, przed mistrzostwami świata. Zadzwonił do mnie agent i powiedział, że jest w kontakcie z Realem. Byłem bardzo szczęśliwy i dumny.
Jak zareagowałeś?
- Od razu powiedziałem o tym Piero (Ausilio - przyp. red.). Miałem z nim i ze wszystkimi w Interze świetne relacje, dlatego chciałem, żeby od razu o tym wiedzieli.
Jak zachowali się Marotta i Ausilio?
- Wspaniale, obaj są dla mnie świetnymi ludźmi. Przez lata dużo rozmawiałem z Piero. Również kiedy nadszedł moment rozmów o przedłużeniu kontraktu, zawsze byliśmy wobec siebie bardzo szczerzy. Patrzyłem na swój wiek, cele i karierę. Zawsze rozmawialiśmy otwarcie. To, że miałem taką relację z dyrektorem sportowym, było dla mnie bardzo ważne. Wszystko zrobiliśmy we właściwy sposób. To było pięć wyjątkowych lat.
Początki w Interze nie były łatwe. Spotkałeś się również z dużą krytyką. Jak to odbierałeś?
- Początek nie był łatwy, byłem bardzo krytykowany. Większość ludzi tego nie wie, ale jestem wobec siebie bardzo wymagający. Kiedy pojawia się krytyka z zewnątrz, prawdopodobnie sam wcześniej skrytykowałem się za to samo dziesięć razy. Jeden z trenerów w Holandii nauczył mnie, że kiedy pojawia się krytyka, trzeba ją zaakceptować, przyjąć i zamienić w motywację. Trafiłem do Interu po wspaniałym sezonie Hakimiego, klub właśnie zdobył mistrzostwo Włoch, a wiele osób mnie nie znało. Wiedziałem, że początek nie będzie łatwy. Od pierwszego dnia chciałem jednak udowodnić, że jestem zawodnikiem na miarę Interu. I właśnie to starałem się robić do samego końca. Dlatego odszedłem z uśmiechem.
Kiedy poczułeś, że zdobyłeś sympatię kibiców?
- Mój pierwszy gol przeciwko Romie bardzo wiele zmienił. Relację trzeba budować, a Inter miał w swojej historii jednych z najlepszych piłkarzy, dlatego kibice są bardzo wymagający. Widzieli na boisku ogromną jakość. Trzeba szanować to, czego oczekują. Ostatecznie znaleźliśmy wspólny język i razem wiele wygraliśmy.
Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie z czasów gry w Interze?
- Powiedziałbym, że pierwszy Scudetto. Ostatnie również było wyjątkowe, ale pierwsze było niesamowite. Druga gwiazdka to coś, co na zawsze pozostanie w historii. Oczywiście ostatnie mistrzostwo było również wielką niespodzianką. Wszyscy patrzyli na Inter i zastanawiali się, co się wydarzy. Zdobycie dubletu z Chivu było fantastyczne. To były niesamowite lata. Kiedy przychodziły mecze Ligi Mistrzów, rywale wiedzieli, że gra przeciwko nam będzie trudna.
Z kim najlepiej dogadywałeś się w Interze?
- Nie chcę nikogo zdenerwować! Na pewno Marcus, Bisseck, Hakan, Akanji, De Vrij, Onana...
Grałeś już przeciwko Interowi w Lidze Mistrzów. Byłeś w stanie naprawdę potraktować go jak rywala, czy było to trudne?
- Kiedy zobaczyłem, że zagramy z Interem, było to wspaniałe. Na początku pomyślałem nawet, że zagramy na San Siro. Napisałem do chłopaków: Znam wszystkie wasze taktyki, nie uda wam się mnie zaskoczyć! A oni odpowiedzieli żartem, że zagrają 4-4-2, żebym nie wiedział, czego się spodziewać. To było bardzo miłe, choć oczywiście trochę dziwne. Przed meczem i po nim było bardzo wyjątkowo, natomiast podczas spotkania... to biznes i trzeba ze sobą rywalizować.
Czy zabrałeś ze sobą do Hiszpanii coś włoskiego?
- Cóż... Mój syn jest Włochem, prawdziwym Włochem! I jest wielkim kibicem Interu. Cała moja rodzina nadal bardzo kibicuje Interowi. Najstarszy syn mówi po włosku i zawsze powtarza: Jestem włoskim chłopcem. Włochy nigdy nie znikną z życia mojej rodziny i nie chcę, żeby tak się stało. To piękna kultura. Moi dwaj młodsi synowie urodzili się w Mediolanie. Włochy zawsze będą wyjątkowym miejscem dla mnie i mojej rodziny.
Jest oczywiście bardzo wcześnie, dopiero rozpocząłeś swoją przygodę w Madrycie. Czy twoim zdaniem istnieje kiedyś możliwość powrotu do Interu?
- Cóż... trzeba zobaczyć, czy będą mnie jeszcze chcieli po zakończeniu mojej kariery w Madrycie! W każdym razie będę związany z Interem przez resztę życia. Nie wiem jeszcze w jakiej roli, ale pewne rzeczy pozostaną na zawsze. Teraz chcę jednak zrobić wszystko, co w mojej mocy w Realu i zdobywać trofea. Potem zobaczymy, co się wydarzy.
Na koniec muszę wiedzieć... kto zdobędzie Scudetto?
- Nie wiesz? Naprawdę? Inter! Jest najlepszy.
Komentarze (0)