Obszerny wywiad Morattiego z hiszpańskim AS (0)
Massimo Moratti udzielił obszernego wywiadu hiszpańskiemu dziennikowi „AS”. Były prezes Interu porusza w nim wszystkie tematy związane ze swoją pasją do czarno-niebieskich barw, od Lautaro Martíneza po José Mourinho.
Od Lautaro do Ronaldo, przez Mourinho i Messiego: były właściciel Interu powraca do niektórych najważniejszych rozdziałów swojej prezesury.
To człowiek z innej epoki, choć w wielu jego wypowiedziach nie sposób dostrzec najmniejszego śladu utraty jasności umysłu. Massimo Moratti (urodzony w 1945 roku w prowincji Werona) dwukrotnie pełnił funkcję prezesa Interu. Syn legendarnego Angela, który założył wówczas rafinerię ropy naftowej, nadal bardzo uważnie śledzi losy swojego klubu, ale nie spuszcza też z oka José Mourinho - trenera, który podarował mu upragnioną Ligę Mistrzów. Rozmowa z dziennikiem „AS” odbywa się telefonicznie, z Mediolanu.
AS: Pozostając przy Interze i Barcelonie, w tym roku Ronaldo skończył pięćdziesiąt lat. Odebrał go pan Katalończykom, a futbol być może na zawsze się przez to zmienił. Jak doszło do tej błyskawicznej operacji, przeprowadzonej już w środku nocy?
Moratti: Chodzi o to, że Barcelona ustaliła cenę. Być może uznano, że była wysoka, ale dla mnie taka nie była. Uważałem, że to interesująca i przystępna oferta. Można było sobie na nią pozwolić. Później, rzecz jasna, pożałowali swojej decyzji, ale było już za późno. Umowa z Interem została zawarta. Ronaldo był zachwycony perspektywą gry we Włoszech. To również miało wpływ na transfer. Barcelona bardzo się zdenerwowała, ponieważ się tego nie spodziewała. Sądzili, że za taką kwotę nie uda się go pozyskać, ale dla mnie nie stanowiło to problemu.
AS: Giovanni Branchini powiedział mi kiedyś, że Barcelona obiecała mu określone warunki w nowym kontrakcie, a potem się z tego wycofała. Zmieniając temat… Jak zawsze układały się pana relacje z Realem Madryt? Florentino odebrał panu Mourinho, pańskiego ulubieńca.
Moratti: Były wyjątkowe, zawsze. Żadnych problemów. Nasze relacje były zdrowe, przyjemne, nawet wtedy, gdy zatrudnili Mourinho. Jestem spokojnym człowiekiem, który kocha futbol we wszystkich jego aspektach. W tym sporcie może wydarzyć się wszystko i właśnie to czyni go jeszcze wspanialszym. Trzeba zachować odpowiednie proporcje. Chciał odejść, więc odszedł.
AS: Mourinho chciał trafić do Realu. Można odnieść wrażenie, że przyjął pan to z dużym spokojem.
Moratti: Tak, chciał odejść. Co mogłem zrobić? Marzył o przeżyciu przygody z Realem. Tak właśnie się stało. Dziś znów widzimy go w tym klubie. Mourinho jest jednym z najlepiej przygotowanych trenerów do doskonałego zarządzania grupą.
AS: Czy pod względem piłkarskim widzi pan w nim zmianę? Pomijając jego ostatnią próbę na Camp Nou, czy uważa pan, że jest już innym trenerem? Do wyniku 4:3 w meczu z Romą na Stadio Olimpico mówiono o schyłku jego kariery trenerskiej. Dziś wszystko zmieniło się diametralnie. Przeszliśmy od jednego skrajnego stanowiska do drugiego.
Moratti: Cenię Mourinho. Znam jego charakter, a to coś, co trudno zmienić. Jego obsesja na punkcie zwycięstwa jest zawsze rozpoznawalna. Wielka osobowość, determinacja. Rzecz w tym, że futbol rzeczywiście się zmienił i staje się coraz bardziej skomplikowany. Pojawia się w nim mnóstwo nowości i nowoczesnych koncepcji. Trzeba się dostosowywać, ale Mou pozostaje tym samym człowiekiem. Trzeba też dodać, że dzisiejsi piłkarze nie są tacy jak dawniej. Innymi słowy, poczucie przynależności do klubu opiera się na kruchych fundamentach. Bez wątpienia zawodnicy są mniej przywiązani do swoich klubów. Zarządzanie tym wszystkim nie jest łatwe. Pod tym względem Mourinho jest jednym z najlepiej przygotowanych trenerów do doskonałego zarządzania grupą. Potrafi zaszczepić w niej mentalność zwycięzców. Nie mam co do tego wątpliwości. Podkreślam to, ponieważ dobrze go znam. To najlepszy trener, jakiego kiedykolwiek miałem w Interze. Jestem z nim bardzo związany. To, czego dokonał tutaj w ciągu dwóch lat, było czymś absolutnie wyjątkowym.
AS: Podczas tej upragnionej Ligi Mistrzów większą radość sprawiło panu wyeliminowanie Barcelony czy dopiero zwycięstwo w finale z Bayernem?
Moratti: Większą radość poczułem na Camp Nou. Awans do finału po wyeliminowaniu Barcelony Pepa Guardioli świętowałem nawet mocniej niż późniejsze zwycięstwo 2:0 nad Bayernem na Santiago Bernabéu. To wszystko było niezwykłe, bez dwóch zdań. Niezapomniane.
AS: W jednym z pana ostatnich wywiadów przeczytałem następującą wypowiedź na temat Messiego: „Zrobiłbym dla niego szaleństwo, byle tylko sprowadzić go do Interu”. Czy to prawda?
Moratti: Zamiast mówić o szaleństwie, powiem coś innego. Widziałem go w akcji podczas turnieju do lat 17, kiedy nikt jeszcze nie mówił o nim jako o przyszłej światowej gwieździe. Od razu zrozumiałem, że jest wyjątkowy. Nie tylko ze względu na swoje umiejętności, lecz także głód sukcesu i pragnienie zwyciężania. Messi już wtedy budził respekt. Pamiętam, że już w tamtym czasie rozmawiano o nim na łamach wielu włoskich gazet. Chciałem go pozyskać, tak. W rzeczywistości kilka razy poleciłem, żeby się z nim skontaktowano, ale nigdy nie robiłem niczego nieuczciwego, co mogłoby wyglądać nieładnie. Wiedziałem, że Barcelona, klub, który pomógł mu się rozwinąć, zamierza już zaproponować mu kontrakt. Nie chciałem się w to mieszać. To, co wydarzyło się później, jest historią. Barcelona mocno się go trzymała, to prawda. Warto też podkreślić, że Messi w pewnym sensie podziękował mi za zainteresowanie. Podarował mi swoją koszulkę, żeby okazać mi sympatię. Tak, przysłał mi ją.
AS: Czy Messi był pana największym niezrealizowanym marzeniem?
Moratti: Tak, chociaż wiedząc, jak silna była więź między klubem a zawodnikiem, nie naciskałem zbyt mocno, prawdę mówiąc. Nie traktuję tego jako czegoś, czego nie udało mi się osiągnąć, ponieważ, jak już mówiłem, nie nalegałem przesadnie. Przyznaję jednak, że w tamtych latach był jedną z moich największych słabości. Bardzo go podziwiałem.
AS: Którego piłkarza najbardziej pragnął pan sprowadzić, ale nie udało mu się założyć czarno-niebieskiej koszulki?
Moratti: Erica Cantonę. Fantastyczny zawodnik. To właśnie on był tym wielkim, zakazanym marzeniem.
AS: Ostatnie pytanie dotyczące La Grande Inter, drużyny pańskiego ojca, z Mazzolą, Luisem Suárezem i tymi heroicznymi pojedynkami z Realem Madryt. Co pan o niej sądzi?
Moratti: Prezesem był mój ojciec. Być może był to najpiękniejszy rozdział w historii klubu. Lata Helenia Herrery, pięciolecie, w którym zespół walczył o zdobycie wszystkiego we Włoszech i na Starym Kontynencie. Jego Puchary Europy, zdobyte w rywalizacji z Realem Madryt i Benficą, lata sześćdziesiąte, zawsze z tym samym trzonem drużyny. Ponad wszystkimi był wielki Luisito, architekt tej ekipy. Wspaniały człowiek, który zmienił kierunek rozwoju futbolu. Pionier. Jeden z najlepszych piłkarzy, jacy kiedykolwiek występowali w lidze włoskiej.
AS: Czy ludzie z klubu nadal dzwonią do pana, by prosić o radę w sprawie konkretnych piłkarzy lub nowych transferów? Zawsze był pan wielkim entuzjastą rynku transferowego. Chino Recoba, Roberto Carlos, Baggio, Figo, Zanetti, Vieri, Ibra, Seedorf, Milito, Eto’o. Trafione transfery, nieudane decyzje, ale zawsze ta sama miłość do pięknego calcio. Do sprawiania radości kibicom.
Moratti: Nie. Teraz już się wycofuję. Nie odpowiadam. Nie chcę się w nic wtrącać. Staram się trzymać na uboczu, żeby w niczym nie przeszkadzać. Jestem poza światem futbolu, choć nadal go oglądam.
AS: Laporta powiedział kiedyś, że zaoferował panu 250 milionów za Messiego, czyli kwotę wynikającą z jego klauzuli odstępnego. Nie zadzwonił chyba najpierw do pana, zanim skontaktował się z Marottą, żeby wybadać sytuację i sprawdzić, jakie są szanse na ewentualne odejście Lautaro Martíneza. Po transferze Juliana Álvareza Barcelona bardzo mocno zabiegała o jego pozyskanie.
Moratti: Nie. Naprawdę, nie rozmawiałem z Joanem Laportą od wielu lat. Zresztą to logiczne, że Inter stawia mur w obronie swojego kapitana i wielkiego symbolu klubu. Być może zakończy tam karierę.
