Fenomen przed erą Messiego i Cristiano Ronaldo. Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy 🇧🇷R9️⃣⚽🏆
Nie strzelił najwięcej goli w historii futbolu. Nie ma na swoim koncie zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Nie zdobył mistrzostwa Włoch z Interem ani nie został królem strzelców Serie A, a mimo to uznawany jest za najlepszą „dziewiątkę” w historii futbolu. Dlaczego? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Luca Caioli w książce „Ronaldo. Brazylijski Fenomen”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN. Premiera biografii Fenômeno została zaplanowana 21 stycznia tego roku.
Książka „Ronaldo. Brazylijski Fenomen” jest dostępna w przedsprzedaży na LaBotiga.pl: https://bit.ly/fcinter-ronaldo
– dostajesz ją jako pierwszy – czytasz jeszcze przed premierą!
– atrakcyjne pakiety z kubkiem dla kibiców przywracającym wspomnienia o magicznych występach Ronaldo w reprezentacji Brazylii,
– książka została objęta promocją "Rosnące rabaty, piąty za 1 zł" w księgarni internetowej LaBotiga.
Fragment:
Przed siedzibą Interu przy ulicy Durini czekają na niego tysiące kibiców. Ronaldo wylądował w Mediolanie o ósmej rano po długiej podróży z Rio de Janeiro z przesiadką w Rzymie. Przylatuje z Susaną Werner, swoją dziewczyną, i z Martinsem, jednym z agentów. Na lotnisku Linate wita go Sandro Mazzola, były pomocnik Interu, a teraz dyrektor sportowy klubu. Jadą ulicami miasta spowitego wilgotnym upałem samego środka lata. Ronaldo zatrzymuje się w hotelu Principe di Savoia, który jest oblegany przez fotografów, dziennikarzy i kamery telewizyjne. Po pięciogodzinnym odpoczynku w apartamencie numer 224 udaje się na obiad z prezydentem Massimo Morattim.
Tego 25 lipca 1997 roku o 14.40 Ronaldo tylnym wejściem wchodzi do Palazzo Durini. Czarne dżinsy, koszula w kratę, czapeczka baseballowa Nike, jego sponsora, na szyi czarno-niebieski szalik, kolczyk w lewym uchu i głowa ogolona na zero – każdy krok brazylijskiego gwiazdora śledzą kamery. W sali z trofeami pozuje do rytualnego zdjęcia z Mazzolą i Luisem Suárezem, hiszpańskim laureatem Złotej Piłki z 1960 roku i jednym z dyrektorów Interu. Pokazuje swoją nową koszulkę z numerem 10. „Zostawiłem dziewiątkę Ivánowi Zamorano, ponieważ on jest wielkim mistrzem, a poza tym dziesiątka jest typowo brazylijska”, wyjaśnia Fenômeno. Trwa pierwsza konferencja prasowa z udziałem 150 dziennikarzy. „Dlaczego Inter? Wybrałem go, ponieważ to był pierwszy klub, który się mną zainteresował, gdy grałem w PSV. Poznałem prezydenta Morattiego i bardzo go polubiłem. Więc kiedy postanowiłem odejść z Barcelony, od razu pomyślałem o Interze, bo to fantastyczny klub i kierują nim wspaniali ludzie”. „Jestem młodym zawodnikiem, który musi się jeszcze wiele nauczyć, żeby zostać wielkim piłkarzem, ale ja niczego się nie boję. Przyszedłem tu ciężko pracować, odnosić sukcesy i mam nadzieję, że z Bożą pomocą zdobędę tu, w Mediolanie, w koszulce Interu, wszystkie możliwe trofea”.
Po rozmowie z mediami czeka go spotkanie z fanami Nerazzurrich. O czwartej po południu Ronaldo wychodzi na balkon Palazzo Durini, by przywitać się z tłumem. Pokazuje klubowy szalik i czarno-niebieską koszulkę, posyła buziaki na prawo i lewo i rzuca w tłum czapkę. Łapie ją chłopak w koszulce Chicago Bulls, który w tej chwili jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Kibice śpiewają: „Vinceremo, vinceremo il tricolor” (Wygramy, wygramy mistrzostwo) oraz klasyczne: „Chi non salta mi lanista è” (Kto nie skacze, ten z Milanu).
Następnego dnia w Appiano Gentile, ośrodku treningowym Interu, od wczesnych godzin popołudniowych pięć tysięcy kibiców czeka, by zobaczyć Fenômeno. Ronaldo przyjeżdża, wita się, ściska dłoń Gigiego Simoniego, swojego nowego trenera, i odbywa lekki trening z Ivánem Zamorano i Javierem Zanettim, zanim pozna pozostałych kolegów z drużyny, którzy wieczorem wracają ze zgrupowania w szwajcarskim Macolin. 27 lipca Ronaldo Luís Nazário de Lima jest największą atrakcją drugiej edycji Pirelli Cup, towarzyskiego meczu z Manchesterem United. Inter, gotowy na sezon 1997/98, prezentuje się na San Siro przed 50 tysiącami kibiców. Ronaldo wchodzi na boisko jako ostatni, witają go okrzyki. Później otacza go chmara dzieci w czarno-niebieskich koszulkach. To niekończący się uścisk. Święto, które zdaje się nie mieć końca.
Pierwszy mediolański mecz Brazylijczyka trwa 17 minut. Simoni zdejmuje go i wpuszcza na murawę Zamorano. Kilka przyspieszeń, cztery czy pięć kontaktów z piłką, ale to tylko pokaz dla publiczności w meczu, który kończy się remisem 1:1 i 4:1 w rzutach karnych dla Nerazzurrich. „Moje pierwsze spotkanie z kibicami Interu było naprawdę wspaniałe. San Siro to idealny stadion do gry w piłkę. Teraz muszę pracować, żeby poprawić swoją wytrzymałość i być gotowym do gry przez pełne 90 minut”, mówi Ronaldo, którego oblegają fotografowie i dziennikarze.
A po debiucie czas na serię przedsezonowych spotkań towarzyskich. Lato jest od tego, żeby kibice, czytając na plaży w gazetach sportowych relacje z meczów, opinie i oceny swoich przyszłych bohaterów, mogli marzyć o wielkim sezonie w wykonaniu ukochanej drużyny. Interiści w sezonie 1997/98 oczekują lawiny goli i trofeów dzięki najlepszemu piłkarzowi na świecie. Każde spotkanie towarzyskie jest dla niego testem. Czy strzela gola, czy nie, czy Inter wygrywa, czy nie – na nim skupia się najwięcej uwagi.
19 sierpnia na trybunach Arena Garibaldi siedzi ponad 15 tysięcy kibiców, którzy chcą zobaczyć Brazylijczyka w akcji przeciwko Pisie. Gol pada już po pięciu minutach. Na skraju pola karnego toskańskiego zespołu Ronnie traci piłkę między trzema rywalami. Odzyskuje ją Maurizio Ganz i posyła w szesnastkę, gdzie nadbiega Brazylijczyk. Federico Infanti w desperacji wychodzi z bramki, ale Ronaldo wygrywa pojedynek z bramkarzem Pisy i lewą nogą umieszcza piłkę w siatce. To jego pierwszy gol w czarno-niebieskiej koszulce (a w tym przypadku w białej z czarno-niebieskimi paskami).
O książce:
Fenomen, który zmienił futbol na zawsze.
We wrześniu 1976 roku w jednym z najpiękniej położonych miast świata piłkarscy bogowie postanowili podarować ludzkości wspaniały dar – Ronaldo.
W biografii Fenômeno Luca Caioli zabiera czytelników w podróż przez trzy kontynenty. Pokazuje w niej dzieciństwo chłopca zwanego Dadado w Bento Ribeiro, dzielnicy Rio de Janeiro, przedstawia drogę zakochanego w piłce Ronniego od gry w halach futsalowych do występów PSV, Barcelonie, Interze i Realu Madryt, jego niezłomną walkę o odzyskanie zdrowia po koszmarnych kontuzjach, a także triumfalny powrót snajpera na azjatyckim mundialu, na którym został królem strzelców i w wielkim stylu doprowadził Canarinhos do zdobycia Pucharu Świata.
Jaką ksywkę dostał z powodu wystających zębów? Kto pomógł mu przystosować się do gry na 11-osobowym boisku? Dlaczego nazwał Romário „dupkiem”? Co wydarzyło się w Barcelonie, że ostatecznie opuścił Camp Nou? I w jaki sposób Andrés Sánchez złożył mu ofertę występów w Corinthians?
Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy, piłkarza, który wyznaczył nowe standardy dla środkowych napastników i udowodnił, że nawet ze zgruchotanymi kolanami można zostać legendą.
Biografię Ronaldo znajdziecie na: https://bit.ly/fcinter-ronaldo
Książkę polecają m.in.:
Jego życie to materiał na film. To opowieść o talencie, zawrotnej drodze na szczyt, zachwycie mediów oraz bolesnym upadku i utracie. To wreszcie historia powrotu na boisko i zwycięstwa w chwili, gdy zwątpili w niego już niemal wszyscy. Ronaldo w formie z lat 1994–1998 to prawdopodobnie najlepszy piłkarz w dziejach, jego styl gry zachwycał i inspirował innych.
Łukasz Rodacki, Duch Sportu
Pseudonim Fenômeno w pełni oddawał to, kim na boisku był Ronaldo. Brazylijczyk uosabiał wartości futebol arte. Oddany głęboko sztuce dryblingu poruszał się w rytmie samby. Łamał schematy i rozrywał na kawałki formacje obronne rywali. Wygrywał mecze w pojedynkę i przyspieszył grę w piłkę. Dzięki talentowi, dynamice i uśmiechowi oczarował miliony kibiców urodzonych w latach 80. i 90., którzy do dziś uważają go za najlepszego środkowego napastnika wszech czasów, mimo że kariera Ronniego była daleka od ideału.
Marcin Mendelski, Nieobiektywny kibic

Komentarze (8)
PS: Jest szansa na JZ4 w przyszłość?