Felietony

Kocham Inter. Oto historia kibica Interu. Od początku, aż do dnia dzisiejszego. (36)

ponad 6 lat temu
406
36
fcinter serwisowe

Tekst autorstwa Przemysława Pałki.


Emocje. Uczucia. Wierność, oddanie, zaufanie. Chwytliwe hasła dobrze brzmiące w meczowej zapowiedzi? Jasne, często tak. Słowa wypowiadane niby na wyrost, bo przecież dotyczą piłki nożnej, czyli jakiegoś sportu i drużyny w nim tkwiącej. Uwierzcie mi – to wszystko można czuć do klubu piłkarskiego. Duma, jedność, zaangażowanie, radość, empatia. Współczucie. Wsparcie. Marzenie o sukcesie. Jestem kibicem Interu Mediolan. Kocham ten klub. Z wzajemnością – jestem tego pewien. Od dziecka, od kilkunastu lat. I nigdy się to nie zmieni, chociaż czasem to kibicowanie przypomina picie dzień po imprezie otwartego w nocy, niedopitego i wygazowanego już piwa. Może nie smakuje jak powinno, ale takie zacząłeś pić dzień wcześniej i takie dopijesz. Nawet jeśli inne mogłoby smakować lepiej. Nie zawsze było łatwo i jeszcze wiele razy trzeba będzie poczuć smak porażki w przyszłości. Smak palący w gardle jak nie przepita niczym wódka. Jestem tego świadomy, jestem na to gotowy. Czy było warto zakochać się w Interze? Oczywiście. Bez wątpienia. Bez dozy niepewności. Bez żadnego zawahania i z całą pewnością. “FC Internazionale per sempre”. Bezgranicznie kocham Inter. Oto historia kibica Interu. Od początku, aż do dnia dzisiejszego.

 

[hide]

Mało kto wie o tym, jak wszystko się zaczęło. A zaczęło się dziwnie, w zasadzie kuriozalnie. Piłkę nożną zacząłem oglądać dzięki dziadkowi. Pierwszy raz świadomie kibicowałem jakiejś drużynie w roku ’96. Odbywały się wtedy mistrzostwa Europy, a ja szczerze kibicowałem reprezentacji Anglii. Pierwszym piłkarskim idolem był dla mnie Alan Shearer, angielski napastnik. Anglia chyba dotarła do półfinału turnieju, a tam odpadła w meczu z Niemcami. Zawsze ci cholerni Niemcy… Twórcy wszystkich słów, które brzmią jak otwieranie kłódki niepasującym kluczem. W każdym razie jakiś czas po tym turnieju bardzo chciałem mieć piłkarską koszulkę. Piłka nożna już wtedy zaczynała być dla mnie czymś wyjątkowym. Było jakoś niedługo po moich urodzinach, miałem zatem na co przeznaczyć pieniądze od babci i dziadka. Pojechałem z rodzicami do “Domu Towarowego” w Krzeszowicach, mieście położonym niedaleko rodzinnych stron mojego taty. Budynek dość wyjątkowy w tamtych czasach, chętnie odwiedzany przez wszystkich w okolicy, łącznie ze mną gdy tylko miałem okazję. Mieścił się w nim jeden większy sklep i dużo mniejszych z asortymentem podzielonym na różne kategorie. Taki hipermarket w wersji mini, wtedy robiący naprawdę dobre wrażenie. Pamiętam, jak podeszliśmy pod stoisko sportowe i zacząłem przeglądać koszulki. Nie byłem ekspertem, ale była tam jedna z dość magicznym w tym czasie napisem na plecach. Kupiliśmy ją. Do tego spodenki w barwach tego samego klubu. Byłem naprawdę zadowolony. Jako dziecko byłem gruby, więc koszulka nie mogła być na mnie zbyt ciasna, zawsze musiała być odpowiednio większa. Żeby się nie opinała. Dziś pasuje i leży na mnie podobnie, jak wtedy. Tyle że lat mam 25, a w dniu zakupu, o ile dobrze pamiętam, byłem w drugiej klasie podstawówki. Mam tę koszulkę do dzisiaj i trzyma się świetnie, jedynie rozmiar sprał się z metki. Wiem, bo chciałem właśnie sprawdzić z ciekawości. Ale miało być kuriozalnie, a przecież nie miałem na myśli Anglii.

 

 

Kupiłem koszulkę Ronaldo. A Ronaldo grał wtedy w Barcelonie. Kupiłem zatem koszulkę Barcelony. Ze spodenkami Barcelony. I to właśnie – z perspektywy czasu – jest mocno kuriozalne. Co myślę o F.C. Barcelonie dzisiaj większość z Was pewnie wie. Ale wtedy kopało mi się w drzwi garażowe przed domem babci i dziadka na wsi z większą przyjemnością, niż do tej pory. Swoją drogą grubasek w ciuchach Barcelony kopiący piłkę, musiał być dość zabawnym widokiem. Kiedy trafiałem w rynnę nad garażem dziadek nie był zbyt zadowolony. Ronaldinho w jednym z materiałów reklamowych Nike trafiał w poprzeczkę kilka razy pod rząd i wszyscy byli pod wrażeniem. U mnie, w podobnej niejako sytuacji nikt nie widział piękna, tylko niszczenie rynny. Pewnie dlatego, że Ronaldinho chciał trafiać w poprzeczkę, a ja w rynnę ne chciałem. Subtelna różnica. Dziś przyznaję, że potrafię zrozumieć dziadka w tej kwestii. Któregoś dnia, piłka odbiła się od garażu i leciała prosto na moją lewą nogę, której generalnie używam tylko do chodzenia i biegania i utrzymywania równowagi stojąc. I to tylko dlatego, że bez drugiej nogi ciężko chodzić, biegać i utrzymywać równowagę stojąc. Uderzyłem lewą nogą “z woleja”, piłka zakręciła trochę w prawo, później odkręciła w lewo i trafiła w lewy narożnik garażu. Powiedzmy, że wpadła do bramki przy słupku. Dziadek, który akurat to widział powiedział, że taki napastnik przydałby się w kadrze narodowej. Nie wziąłem tego na poważnie, nie jestem idiotą. Ale takie słowa – mimo że w oczywisty sposób nieprawdziwe – cieszą jak nie wiem. Cholernie cieszą, bo przecież chciałoby się, żeby tak było naprawdę. Znając życie trafiłem po tym kilka razy w rynnę.

 

Jose Mourinho, jeden z moich idoli, jako młody gość pracował w Barcelonie. Najpierw jako tłumacz, później jako asystent trenera. Jak pisał Przemek Rudzki – “cóż, czasem stawiamy na złe konie.”. Dziś daleko do Barcelony i mi i jemu. Nie byłem nigdy kibicem tego klubu, pewnie czułem jakąś sympatię po kupnie koszulki, ale kupiłem ją ze względu na nazwisko, nie na klub. Dziś myślę, że kupując koszulkę Ronaldo może nie postawiłem pieniędzy w gonitwie na konia w niebiesko-czerwonych barwach, podobnie jak nie postawił na niego Mourinho. Ale zapłaciliśmy za piwo, oglądając jego gonitwę, po czym wstaliśmy od stolika i poszliśmy obejrzeć inną. Dziś nie żałuję tego z prostego powodu: doprowadziło mnie to do Interu Mediolan. Tak nawiasem mówiąc – też ciekawa sprawa. Myślę, że Mourinho też nie żałuje.

 

Nie znałem wtedy zbyt wielu piłkarzy. Był Ronaldo, Del Piero, Shearer. Znałem też Stuewarda Pierce’a i Paula Gascoigne’a. I chyba dlatego tak mnie uderzył wpis na weszlo.com odnośnie biografii Paula Mersona. Nie znam gościa i jeśli był legendą to akceptuję to, szanuję, ale nie zgadzam się z opinią tego serwisu, że: “Oczywiście, jeśli masz lat czternaście, to możesz nie wiedzieć, kim Merson był, możesz nie wiedzieć nawet, kim był Ian Wright, Stan Collymore, Lee Dixon, o zgrozo, może nawet nie wiedzieć, kim był Paul Gascoigne. Jednak nawet ty – czternastolatek, dla którego futbol zaczął się w momencie, gdy Jerzy Dudek tańczył w Stambule – powinieneś pochylić się nad tą niesamowicie spisaną piłkarską historią.”. Nie uważam, żebym miał ogromną wiedzę o piłce nożnej, ale nie jest też ona jakoś wyjątkowo mała. Jest po prostu wybiórcza. Pamiętam, kiedy w Interze grali Diego Simeone, Ivan Zamorano, Youri Djorkaeff. Kiedy bronił Gianluca Pagliuca. Na Stadionie Śląskim widziałem na żywo, jak po boisku biega Laurent Blanc, ale też Fabio Macellari, Luigi di Biagio, Hakan Sukur. I mój idol, ulubiony gracz wszechczasów, Alvaro Recoba. Bronił Sebastien Frey. Pamiętam też, jak niezłą sytuację spieprzył w ćwierćfinale, albo 1/8 finału Ligi Mistrzów Brazylijczyk Ze Elias. Inter odpadł wtedy z Manchesterem United. Pamiętam, że Taribo West miał warkoczyki na głowie w kolorach barw klubu, w którym akurat występował. Że trener Interu Luigi Simoni został poinformowany o zwolnieniu z Interu podczas gali, na której został wybrany trenerem roku we włoskiej Serie A. Pamiętam też, jak po boisku w koszulce Interu biegał… Andrea Pirlo. Tak, ten Andrea Pirlo. W Interze grał jako ofensywny pomocnik/napastnik. Dopiero później ktoś zmienił mu miejsce na boisku i uczynił jednym z najlepszych na swojej pozycji na świecie. Pierwszym wielkim klubem Adriana Mutu był właśnie Inter. Były obrońca Manchesteru United, Michael Silvestre, też biegał wcześniej w koszulce w czarno-niebieskich barwach. Czy to mała wiedza? Nie, to po prostu wiedza wybiórcza, ukierunkowana na ligę włoską, nie angielską. Kiedy zaczynałem kibicować Interowi Giuseppe Bergomi był jeszcze czynnym graczem. I powiedzcie sami jak absolutnym fenomenem jest Javier Zanetti, który gdy zaczynałem kibicować Interowi był już zawodnikiem tego klubu i gra w nim do dziś, mając 39 lat? Kapitan. Fenomen. Żywa legenda Interu. Póki co jest jedną z kilku figur w muzeum na stadionie San Siro, ale kiedyś powinien doczekać się pomnika w Mediolanie, jak Alex Ferguson w Manchesterze. I tak będę czytał “Weszło”, po prostu nie zawsze muszą mieć rację. Gówno prawda, że jeśli nie znam Mersona, to mam 14 lat. Może to było celowe zagranie serwisu, takie marketingowe. Udało im się. Przeczytałem cały artykuł promujący tę autobiografię.

 

Lata dziewięćdziesiąte, mam koszulkę Ronaldo od kilku dni. Są na niej napisy “Barca”, a dziadek tłumaczy mi, że tak się mówi na Barcelonę. Niby wiadome, niby oczywiste, ale nie wiedziałem tego wcześniej. Kopię piłkę w garażową bramę. Nie idzie mi najlepiej. Po kilku, może kilkunastu dniach od kupna stroju słyszę w telewizji, że piłkarz F.C. Barcelony Ronaldo przechodzi do Interu Mediolan za dość duże pieniądze. Delikatnie mówiąc nie byłem zachwycony tym, że moja dopiero co kupiona koszulka właśnie staje się nieaktualna. Siedziałem kiedyś na schodach pod podstawówką i zobaczyłem gościa w koszulce Barcelony. Poczułem się trochę lepiej, gdy zobaczyłem na niej napis “RONALDO” i nr. 9. Nie tylko ja zatem chodziłem w nieaktualnej koszulce. Tak po prawdzie nie pamiętam dokładnie momentu, w którym zacząłem kibicować Interowi, ale po raz pierwszy usłyszałem o tym zespole właśnie przy okazji transferu Brazylijczyka. Nie pamiętam jak i w którym momencie, ale kiedy o tym myślę dochodzę do wniosku, że to po prostu musiało mieć związek z Ronaldo i tym transferem. Ten gość przeskrobał sporo w piłkarskim życiu. Grał w Barcelonie i Realu, w Interze i Milanie, w Cruzeiro i Corinthians. Kibice Interu czekali łącznie jakiś rok, może półtora na jego powrót do gry po 2 poważnych kontuzjach, po czym niedługo po drugim powrocie musieli pogodzić się z jego transferem do Realu. To było jego pierwsze uderzenie w twarz każdego z Interistów. “Z niewolnika nie ma pracownika” powiedział wtedy prezydent Interu, Massimo Moratti i pewnie miał rację. Drugim uderzeniem był jego transfer do Milanu, chociaż w niektórych okolicznościach kibice Interu i Milanu potrafią wybaczyć zawodnikom grę u lokalnego rywala. Ale trzecim uderzeniem, a mówiąc wprost – po prostu pieprznięciem w ryj – była jego radość po bramce w barwach Milanu strzelonej Interowi. Jest taki elegancki zwyczaj, że jeśli zawodnik był w jakiś sposób związany emocjonalnie ze swoim byłym klubem, darzył szacunkiem i jego i kibiców, to po strzelonej mu bramce nie okazuje radości. W ten sposób okazuje szacunek zarówno byłemu klubowi, jak i jego kibicom. A kibice tej drużyny szanują za takie zachowanie samego zawodnika. On wolał cieszyć się z tej bramki. Może dlatego, że nie miał szacunku dla nas wszystkich, może dlatego, że ogólnie wiadomą była niechęć kibiców Interu do tego zawodnika za to, co zrobił. Przed meczem czytałem, że czarno-niebieskie trybuny wyposażyły się w gwizdki, by używać ich za każdym razem, gdy Ronaldo będzie przy piłce. I nie ukrywam, że spodobał mi się ten pomysł. Ale zawsze – mimo wszystko – Ronaldo będzie dla mnie jakąś legendą. Nie zdarza się to często, ale po latach potrafię mu to wszystko wybaczyć, tak mi się przynajmniej wydaje. Może po przypomnieniu sobie tych przykrych sytuacji przychodzi mi to z większym trudem, ale potrafię. Odcisnął zbyt duże piętno na piłkarskiej części mojej świadomości.

 

 

W roku 1998 Inter grał w finale Pucharu UEFA z Lazio Rzym. Jak już pisałem, nie pamiętam dokładnie kiedy zacząłem kibicować czarno-niebieskim, ale to pierwszy moment, w którym wiem, że byłem już kibicem Interu Mediolan. Moi wygrali, było 3-0. Zamorano, Zanetti i Ronaldo. Mamy 2013 rok, czyli minęło kilkanaście lat od momentu, gdy stałem się kibicem Interu. Nie wiem, czy to długo, czy nie, ale nie ma to jakiegoś wielkiego znaczenia z prostego powodu: będę Interistą do końca życia, a to wystarczająco długo. I wkurza mnie, że tylu jest dzisiaj kibiców Barcelony, że tylu wielbi Messiego. Ale tak po prawdzie właśnie w ten sposób w większości działa psychika dziecka, które zaczyna kibicować komuś dobremu, może najlepszemu. Przecież sam wybrałem koszulkę Ronaldo… Dobrze, że ostatecznie “wrosła” w moje ciało czarno-niebieska koszulka Interu. “Cóż, czasem stawiamy na złe konie.”. Podoba mi się to zdanie. Koszulka Barcelony była właśnie tym “złym koniem”. Ale wszystko skończyło się dobrze.

 

 

Bywały lepsze i gorsze momenty. Tych gorszych było sporo, o czym zaraz się przekonacie. Bycie kibicem Interu nie zawsze było łatwe. W poniedziałek przychodziło się do szkoły i zdawało relację z wyniku. Jeśli była wygrana aż czekało się na pytanie: “jak tam Inter?”. Albo samemu chwaliło się wcześniej, czy prowokowało sytuację, by porozmawiać o weekendowych meczach. Gorzej, gdy trzeba było powiedzieć o porażce. Wiadomo – wstyd przed kumplami. Inter przez wiele lat co roku był jednym z faworytów do zwycięstwa w lidze i co roku zawodził. Krążył nawet dowcip, w którym kilkunastoletni syn kibica Interu pyta ojca o to, czym jest scudetto. Scudetto to mistrzostwo Włoch w piłce nożnej, ale co mógł o tym wiedzieć kilkunastoletni Interista… Prawda jest taka, że kibice Interu w większości są naprawdę wyjątkowi. Potrafią całymi latami czekać na sukces, znosić rok po roku porażkę i wciąż kibicować, wciąż czekać, wciąż kochać, wciąż wierzyć. Wiecie, że Inter pokonał kiedyś Real Madryt w meczu Ligi Mistrzów? Piękny wieczór. Było 3-1, dwie bramki dla Interu strzelił Roberto Baggio, a ja dwa razy przebiegałem sprintem przez całe mieszkanie, żeby zakomunikować rodzicom strzeloną przez Inter bramkę. Na drugi dzień kumpel z podstawówki powiedział mi, że po każdej bramce Interu ludzie z jego kilkupiętrowego bloku uderzali czymś rytmicznie w kaloryfery. Taka oznaka radości, która niosła się po całym budynku. Byłem dumny. Ale o mistrzostwie Włoch co roku mogłem tylko marzyć.

 

Około roku 2000 do Interu przyszedł nowy trener: Hector Raul Cuper. Uwielbiałem gościa, uwielbiam do dzisiaj, chociaż ostatnie co o nim słyszałem, to że kilka lat temu prowadził bodajże AEK Ateny. I ten AEK grał z którąś z polskich drużyn. W czasach, gdy obejmował Inter Hector Raul Cuper był w cenie. Doszedł z Mallorcą do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, a z Valencią dwa razy do finału Ligi Mistrzów. I mimo że ostatecznie te trzy finały przegrał, to i tak były to ogromne sukcesy jego i prowadzonych przez niego klubów. W gazecie, chyba “Piłce nożnej” przeczytałem, że ‘to trener, który wszystko czego dotknie przemienia w… srebro’. W każdym razie niemal dawał gwarancję, że prowadzona przez niego drużyna w pucharach zajdzie daleko, a ligę skończy wysoko. Któregoś wieczora wracam do domu w trakcie meczu Interu w Pucharze UEFA. Pierwsze co robię, to włączenie telewizora i przełączenie na kanał transmitujący mecz. Patrzę na wynik: Alaves – Inter 1-3, mecz trwa. Ucieszyłem się, naprawdę, ponieważ nie spodziewałem się tak pozytywnego rezultatu. Skończyło się 3-3. Byłem rozczarowany, ale jednocześnie miałem wrażenie, że coś jednak drgnęło w tej drużynie, że ten remis 3-3 i tak nie jest złym wynikiem. Bo przegrane Interu nie były mi już obce.

 

 

Jedna z większych porażek, jakich byłem świadkiem miała miejsce jeszcze zanim Cuper trafił do Mediolanu. Zespół grał dwumecz w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z – jak mi się wydawało – jakimiś “grajkami” ze Szwecji. Do końca życia nie zapomnę nazwy tej drużyny – Helsingborg. Albo Helsingborgs, rozchodzi się o jedną literę, więc nie ma to wielkiego znaczenia w kontekście mojej pamięci. Końcówka drugiego, rewanżowego meczu, wynik taki, przy którym Inter odpada. Siedzę blisko przed telewizorem, bo transmisja na włoskiej stacji RAI zakodowana. Ale dało się coś zobaczyć, więc wpatruję się w te ruchome kreski zniekształcające obraz. Podstawiłem dyktafon pod głośnik telewizora i nagrywałem włoskiego komentatora, dźwięk nie był przez telewizję zakodowany. Końcówka spotkania, kilka minut do końca meczu, rzut karny dla Interu. Sytuacja jak w filmach. Do piłki podchodzi mój idol Alvaro Recoba. I tak jak nie zapomnę nazwy tej drużyny, tak nie zapomnę słów wykrzyczanych wtedy przez komentatora: “Recoba contro Sven Andersson… PALA SVEN ANDERSSON!”. Nie pamiętam dziś, czy ta bramka z karnego dałaby awans, czy dogrywkę. W sumie to nieważne. Sven Andersson rzucił się nisko nad murawą w prawo i obronił. Inter odpadł. Wciąż uważam to za sytuację jak z filmu, tyle że happy-end należał tego wieczoru do Helsingborgu.

 

 

O ile dobrze wszystko pamiętam w drugim sezonie pracy Cupera w Interze zespół dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Dla kibica Interu było to coś fantastycznego, prawie niemożliwego. W pierwszym meczu, “u siebie” – 0-0. W drugim, “na wyjeździe” – 1-1. Inter odpadł, ponieważ mimo dwóch remisów stracił bramkę na wyjeździe, która w tej sytuacji liczyła się podwójnie. Niby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że przeciwnikiem Interu był A.C. Milan. Oba mecze odbyły się na tym samym mediolańskim stadionie San Siro. Różnicą był podział biletów między kibiców drużyn: gospodarz miał prawo do sprzedania większej ilości biletów fanom swojej drużyny. Muszę przyznać, że gdyby to Inter wtedy awansował, w zupełnie odwrotnej sytuacji, nie doszukiwałbym się tu pewnie zbyt dużej nieracjonalności. Ale nie awansował. Mimo że zaszedł daleko, to jednak znów trzeba było zmierzyć się z porażką. Ivan Cordoba, kolumbijski obrońca Interu, płakał po tym meczu. Ale pierwszy sezon pracy Argentyńczyka Cupera w Mediolanie był jeszcze ciekawszy.

 

Inter grał wtedy skutecznie. Nie grał pięknie, ale wygrywał. Zawsze było to dla mnie swego rodzaju fenomenem, że drużyna wygląda na boisku dość kiepsko, gra jej się nie do końca układa, ale zawsze jakoś tę bramkę strzeli i jakoś mecz wygra. I Inter w tym pierwszym sezonie pracy Cupera był w czubie tabeli chyba przez większość sezonu. A już na pewno pod jego koniec. W rundzie rewanżów do Mediolanu przyjeżdża Roma, czyli jeden z bezpośrednich rywali w walce o tytuł mistrza Włoch. Rozpoczyna się mecz, druga minuta spotkania, Alvaro Recoba dostaje podanie, wychodzi “sam na sam” z bramkarzem, mija go, strzela, Inter prowadzi 1-0. W drugiej połowie Recoba strzela bramkę z rzutu wolnego, a Inter wygrywa w tym momencie 3-1. Niedługo po tej bramce jeden z obrońców Romy przechodzi niedaleko Recoby, patrzy w jego stronę i nagle uderza go w twarz. Nie był to cios bokserski, ale nie można też tego nazwać odepchnięciem. Uderzył go w twarz, za co po chwili dostał czerwoną kartkę. W mojej nomenklaturze do dzisiaj pozostał jako Yonathan “zjebina”. Yonathan Zebina, bodajże Francuz, przedstawiam. Recoba został zmieniony przez Cupera, a wynik meczu już do końca się nie zmienił. Wiadomym w tym momencie było, że sezon się kończy, a Inter ma realną szansę na Scudetto. Kilka meczów przed końcem sezonu do Mediolanu przyjeżdża jakaś słabsza drużyna. Gra jak zwykle się nie klei. Druga połowa, rzut wolny dla Interu z dość sporej odległości. Oglądam na żywo. Do piłki podchodzi Recoba, strzela, piłka odbija się od kogoś z muru. Sędzia odgwizduje przewinienie i pokazuje żółtą kartkę gościowi, który zablokował strzał (wybiegł z muru jeszcze przed uderzeniem i w ten sposób uniemożliwił piłce swobodny, prawidłowy lot). Recoba podchodzi do piłki po raz drugi, bierze rozbieg, uderza, piłka wpada do bramki. Ogromna radość, piękny gol, Inter wygrywa. W czarno-niebieskiej części Mediolanu mistrzostwo Włoch stanęło u progu, wytarło buty na wycieraczce i zapukało do drzwi.

 

 

Maj roku 2002. Dwudziesty któryś. Ostatnia kolejka rozgrywek włoskiej Serie A. Inter – lider – przyjeżdża do Rzymu na mecz z Lazio. Sytuacja w tabeli wcale nie jest tak wesoła, jak mogłoby się wydawać i jestem tego świadomy. Inter na pierwszym miejscu, ale żeby zdobyć mistrzostwo musi wygrać. Bo drugi zespół ma tylko punkt straty i gra z kimś, z kim wygra na pewno. A na trzecim miejscu było chyba właśnie Lazio. Jedyne zatem, co wchodzi w grę, to zwycięstwo. Boję się tego meczu. Realizator pokazuje trybuny stadionu w Rzymie, a tam mnóstwo kibiców Interu. Może w dużej części dlatego, że kibice tych drużyn lubią się wzajemnie. Dwa razy w trakcie meczu wybuchałem radością, podobnie jak wszyscy Interiści. Luigi di Biagio i Christian Vieri – Inter dwa razy wychodził na prowadzenie w tym meczu. Po pierwszym doprowadzeniu do remisu przez Lazio mina mi trochę zrzedła, ale Inter zdołał podwyższyć na 2-1. Ostatecznie przegrał 4-2. Ronaldo, brazylijski napastnik, płakał jeszcze przed końcowym gwizdkiem, gdy siedział już na ławce rezerwowych. A Inter spadł po tym ostatnim meczu sezonu na trzecie miejsce. Z pierwszego na trzecie. Nie było łatwo być kibicem Interu. Zacytuję w tym miejscu Mourinho, wypowiedź zupełnie niezwiązaną z tą sytuacją, wypowiedzianą lata później i w innych okolicznościach, ale już jako trener Interu. Pasuje idealnie: “Nie mówię, że zasługujemy na szacunek, mówię, że wymagam szacunku.” Ja wiem, że fajnie się kibicuje najlepszym. Ale kibice tych najlepszych nie powinni śmiać się z tych, którzy kibicują drużynom słabszym. Powinni ich szanować, a nie wytykać palcem z szyderczym uśmiechem, bo “Inter przegrał”. “Nie proszę o szacunek, wymagam go.”. Ale dobre czasy w końcu przyszły. Za te wszystkie lata, wszystkie porażki, w końcu przyszły.

 

 

Afera “calciopoli” we włoskiej piłce, dotycząca głównie przydzielania konkretnych sędziów do konkretnych spotkań przyniosła konsekwencje w postaci degradacji Juventusu do drugiej ligi (do tej pory razem z Interem były to jedyne zespoły we Włoszech, które nigdy nie grały w lidze niższej, niż pierwsza) i odebrania punktów kilku innym drużynom. Miało to miejsce po zakończeniu któregoś z sezonów i Interowi został przyznany tytuł mistrza Włoch za ukończony właśnie sezon, ponieważ mimo że skończył rozgrywki na miejscu trzecim, to jako jedyny zespół z podium był “czysty”. Kibice Juventusu mogą mówić co chcą odnośnie tego mistrzostwa, które nam zostało “przyznane przy zielonym stoliku”, ale pamiętam, że drużynom z Włoch groziło niedopuszczenie do rozgrywek Ligi Mistrzów, jeśli nie będzie mistrza kraju. Trzeba przyznać, że brzmi to dość logicznie. Ale kibice Juventusu mieli i mają ogromne zastrzeżenia do tego rozwiązania. Niech rozdrapują te rany, jeśli chcą. Ja rozdrapuję tylko swoje. Inter, prowadzony wtedy przez Roberto Manciniego, 3 razy został mistrzem Włoch, licząc oczywiście ten tytuł tak drażniący Juventinich. Scudetto smakuje fantastycznie, ale gdy brakuje sukcesów nawet wygranie mało prestiżowego dla wielkiego klubu Pucharu Włoch smakuje prawie tak dobrze, jak spaghetti Napoli, czy pizza z szybką, pomidorami i podwójnym serem. Podnoszenie Pucharu Włoch przez zawodników Interu było pięknym obrazkiem, który widziałem po raz pierwszy od czasu finału Pucharu UEFA z Lazio w 1998 roku.

 

Już kończę.

 

Po Roberto Mancinim Inter prowadził Jose Mourinho. Pamiętam, że cieszyły mnie już same pogłoski o tym, że może trafić do Interu. Później czytałem, że uczy się włoskiego, co dawało nadzieje, że te pogłoski mają w sobie sporo prawdy. I na pierwszej konferencji jako trener Interu Jose faktycznie rozmawiał z dziennikarzami po włosku. Spędził w Interze 2 lata. Zdobył 2 mistrzostwa Włoch, Puchar Włoch i Puchar najbardziej wytęskniony, najbardziej prestiżowy i najbardziej wymarzony dla każdego kibica Interu. Puchar Ligi Mistrzów. Marzenie moje i innych kibiców – spełniło się.

 

 

Jak wielkim wyzwaniem jest trenowanie Interu pokazał już pierwszy sezon, w którym “czarno-niebiescy” odpadli w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Dzisiaj te słowa brzmią dość kuriozalnie, ale wtedy zwyczajnie trzeba było zadowolić się “jedynie” kolejnym mistrzostwem Włoch. Pod koniec sezonu Inter podejmował u siebie Lazio, gra za bardzo się nie układała, było 0-0. W drugiej połowie gdy Ibrahimović był przy piłce z trybun zaczęły dochodzić gwizdy. I Zlatan przeprowadza indywidualną akcję, strzela, piłka wpada do bramki. Napastnik reprezentacji Szwecji patrzy na trybunę najbardziej zagorzałych kibiców Interu i ucisza ich, przykładając palec do ust – taki gest rewanżu za te wszystkie gwizdy. Nie zdarza się zbyt często, żeby gracz uciszał w ten sposób kibiców swojej drużyny i czułem, że może się to nie skończyć najlepiej. Latem Ibrahimović przeszedł do Barcelony, a w drugą stronę, w rozliczeniu i za sporą dopłątą przybył Samuel Eto’o. Ponoć – nie wiem tego na pewno, ale pisał tak któryś kibic na stronie Interu – jednym z powodów, dla których Ibrahimović odszedł do Barcelony była chęć wygrania Ligi Mistrzów. Z perspektywy czasu trzeba przyznać, że to trochę zabawne. Przynajmniej dla Interistów. Inter oprócz transferu Eto’o został wzmocniony tamtego lata głównie obrońcą Lucio, pomocnikami Thiago Mottą i Wesley’em Sneijder’em oraz napastnikiem Diego Milito. Zespół wreszcie stał się zbilansowany we wszystkich formacjach, można powiedzieć, że stał się kompletny. Po fall-starcie w lidze i remisie z jednym ze słabszych zespołów, jakim było Bari, Inter ograł w derbach Mediolanu A.C. Milan 4-0. “W ubiegłym tygodniu nie schodziłem z boiska z płaczem, a dziś nie otwieram butelki szampana” – jedno z moich ulubionych stwierdzeń Mourinho, które wypowiedział właśnie po meczu z Milanem. Ale paradoksalnie Inter ledwo wyszedł z grupy w Lidze Mistrzów, którą później zdobył. W grupie każdy rozgrywa 6 spotkań, dwa najlepsze zespoły awansują dalej. W trakcie piątego meczu Inter długo był jedną nogą poza “Champions League”, co pewnie niewielu dziś pamięta, albo zwyczajnie nie chce pamiętać. Widziałem na żywo, jak Dynamo Kijów prowadzi z Interem 1-0 i perspektywy w tym spotkaniu nie były ciekawe. Wiecie, czemu Inter zdobył ostatecznie ten puchar? Chociażby dlatego, że nie odpuścili w spotkaniu w Kijowie z Dynamem. Widać było, że tego dnia Dynamo gra dobrze, ale po prostu piłkarze są już wykończeni fizycznie i nie mają sił. Inter jeszcze te siły miał. W ostatnich kilku minutach meczu najpierw wyrównał Milito, a później “dobił” przeciwnika Sneijder. Zwycięstwo na Ukrainie stało się faktem głównie dlatego, że piłkarzom Dynama nie zabrakło determinacji, woli walki, ambicji, a po prostu sił. W ostatnim meczu grupowym czarno-niebiescy wygrali u siebie z Rubinem Kazań. Bramkę na 2-0 strzelił Mario Balotelli. Ten gość, który właśnie przeszedł z Manchesteru City do Milanu. Dobry piłkarz, ale rzucił koszulką Interu o murawę San Siro po meczu z Barceloną, w którym został wygwizdany za lenistwo. Ponoć od dziecka był kibicem Milanu. Ale świat usłyszał o Nim, gdy jako młody gracz trafił do pierwszej drużyny Interu i zaczął strzelać bramki. Szkoda, że nie stać go na wdzięczność dla klubu, w którym się wypromował i który wypromował jego. Ale jeśli mój Inter będzie grał dobrze – będę miał zupełnie gdzieś co dzieje się u rywali, kto zasila ich szeregi i kto strzela dla nich bramki.

 

Inter wyszedł z grupy i trafił na Chelsea Londyn. Mecz z ogromnym podtekstem, bo przecież przez ponad 2 lata Chelsea była prowadzona przez Jose Mourinho. Pierwszy mecz Inter gra u siebie. Oglądam z Tatą. Mija kilka minut, Milito robi zwód, strzela, 1-0. Pamiętam jak dziś tę wspólną radość z Tatą, bezcenna… Jako fan Interu oczywiście od razu spodziewam się odwrócenia losów spotkania i ostatecznie odpadnięcia po rewanżu z tak klasowym zespołem, jak Chelsea. I przez jakiś czas faktycznie sytuacja była w granicach tej normy, bo Londyńczycy wyrównali, a bramka na wyjeździe na tym etapie Ligi Mistrzów to prawdziwy skarb. Ale w drugiej połowie Inter, dzięki strzałowi Estebana Cambiasso, wyszedł na prowadzenie 2-1 i dowiózł to zwycięstwo do końca. Rewanż oglądałem z przyjacielem. Wielki powrót Mourinho na stadion Chelsea, tyle że w roli szkoleniowca zespołu przeciwnika. Nie pamiętam czy przed, czy po meczu, ale Jose powiedział, że nie przegrywa na Stamford Bridge (stadion Chelsea). Inter dzielnie się bronił, w końcu niczego innego, niż remis, do szczęścia nie potrzebował. W drugiej połowie świetne podanie od Sneijdera dostaje Eto’o, który strzela bramkę i Inter wygrywa mecz 1-0. Pokonuje Chelsea po raz drugi. Na konferencji pomeczowej Mourinho, czujący się jak u siebie w domu, wyciąga z spod biurka w sali konferencyjnej ciastko, co oczywiście bawi dziennikarzy i kibiców oglądających filmik z tego wydarzenia. Faktycznie znał to miejsce, wiedział gdzie szukać ciastka. Ale najważniejsze, że znał słabości Chelsea. W 1/4 finału Inter dwa razy wygrał po 1-0 z CSKA Moskwa. W półfinale czekał na mediolańczyków dwumecz z Barceloną. Z tą zjawiskową, wielką Barceloną. Pisałem o meczu grupowym z Dynamem, pisałem o meczu z Rubinem. Ale tę grupę wygrała F.C. Barcelona. Bilans meczów bezpośrednich w grupie: porażka na wyjeździe 2-0, remis z Katalończykami 0-0 u siebie. Przyszło zmierzyć się z Barceloną po raz kolejny.

 

Po rewanżu z Chelsea uznałem, że są 2 działające talizmany w kwestii Interu. Po pierwsze – jeśli moja Babcia trzyma kciuki za Inter – to Inter wygrywa. To był pewnik, który sprawdzał się za każdym razem. Dodatkowo rewanż z Chelsea oglądałem z przyjacielem, jeden albo oba mecze 1/4 finału również. Więc w tej edycji Ligi Mistrzów był to talizman drugi. Pierwszy mecz półfinałowy, do Mediolanu znów przyjeżdża F.C Barcelona. Jestem gotowy na powtórkę z historii, przecież jestem kibicem Interu od tylu lat. Oglądamy, popijamy, pada bramka dla Barcelony, rozczarowanie jest, ale byłem przecież na to gotowy. Czułem że na półfinale ta – piękna mimo wszystko – przygoda się zapewne skończy. W pewnym momencie piłka trafia w pole karne Barcelony, przyjmuję ją Milito, przytrzymuje, podaje do będącego na wolnej pozycji Sneijdera i stadion eksploduje radością. Pierwsza połowa koczy się remisem. Połowa druga, piłkę prawym skrzydłem prowadzi Maicon, wbiega w pole karne, futbolówka w jakiś dziwny sposób odbija się od gracza Barcelony, Maicon do niej dopada, strzela i stadion wybucha z radości po raz drugi. Jest 2-1. Gdy padła bramka na 3-1 eksplozja radości na stadionie musiała być porównywalna z polem minowym, po którym na przełaj przejechał właśnie bezczelnie czołg. To znaczy tak mi się wydaje, bo wiem jak wielka była radość moja. Sneijder podaje głową do Milito, Milito uderza, również głową, sytuacja jest na granicy spalonego, więc Argentyńczyk zerka jeszcze w stronę sędziego liniowego i w szale radości rozkłada szeroko ręce. Inter wygrał ten mecz, więcej bramek już nie padło. Przed rewanżem Mourinho, mistrz konferencji prasowych, wypowiada słowa, które na długo zapadną mi później w pamięci: “Chcemy podążać za marzeniem. Ale czym innym jest podążanie za marzeniem, czym innym podążanie za obsesją. Dla Barcelony jest to obsesja. Marzenie jest czystsze, niż obsesja. W marzeniu jest duma. Nasi zawodnicy będą dumni z dotarcia do finału w Madrycie.”. Byli.

 

 

Rewanż oglądam z przyjacielem, Babcia trzyma kciuki. Chcę jak zawsze, niepokój mam chyba jeszcze większy, niż zwykle. Remis wystarczy do awansu. Inter może też przegrać, ale tylko 1-0. Przy 2-0 odpada, a przy 3-1 będzie dogrywka. W pierwszej połowie czerwoną kartkę dostaje Thiago Motta, Inter musi grać w 10-tkę i wiadomo już, jeszcze bardziej niż przed meczem, że skupi się tylko na obronie wyniku. Ale cały czas jest 0-0. Kiedy pod koniec drugiej połowy, koło ’80 minuty bramkę dla Barcelony strzela Pique serce zaczyna mi bić 3 razy szybciej. Inter jest kilkanaście minut od awansu, ale historia nakazuje spodziewać się bramki na 2-0. I ta bramka padła, już po kilku minutach od pierwszej. Trzymam fason, bo gdzieś podświadomie byłem przecież na to gotowy. Nie krzyczę, nie klnę, ale mimo to osłupiałem. I wiecie co? Sędzia tego gola nie uznał. Odgwizdał zagranie ręką w przyjęciu piłki przez zawodnika, który strzelił bramkę. Jest taka historyjka, w której spadasz z wysoka, ale masz na plecach spadochron. Spadochron się nie otwiera, ale lecisz prosto w spory zbiór siana. W tym sianie leżą widły, ale omijasz je i ostatecznie lądujesz bezpiecznie. Tak właśnie wyglądał ten mecz. Nie zapomnę ostatniego wybicia piłki przez Lucio, po którym sędzia odgwizdał koniec meczu. Inter był w finale.

 

 

Zakończenie sezonu, Inter gra “3 finały”. Pierwszy finał w Pucharze Włoch z A.S. Romą. Po golu Milito Inter wygrywa 1-0 i zdobywa Coppa Italia, co cieszy, chociaż już nie tak, jak kiedyś. Drugi finał to ostatnia kolejka Serie A. Inter musi wygrać, bo druga w tabeli Roma wciąż może zdobyć tytuł mistrza Włoch w przypadku zwycięstwa w swoim meczu. I tak szanse na scudetto Inter w dużej mierze zawdzięcza Romie, która przegrała kilka kolejek przed końcem u siebie z Sampdorią i tym samym straciła ważne punkty. Dwie bramki dla Sampdorii strzelił w tym meczu Pazzini i “Sampa” wygrała w Rzymie 2-1. Pół roku po tym sezonie Pazzini trafia do Interu i fantastyczne debiutuje, wchodząc po przerwie, strzelając 2 bramki i wywalczając rzut karny. Dziś, gdy to piszę, jest już piłkarzem A.C. Milan, chociaż ani jego późniejsza przygoda z Interem, ani obecna z Milanem nie są już tak owocne w bramki. W każdym razie mamy drugi finał, Inter gra na wyjeździe ze Sieną. Po pierwszej połowie jest 0-0, w drugiej piłkę dostaje Milito, uderza i Inter wygrywa 1-0. Zdobywa kolejny z rzędu, piąty tytuł mistrza Włoch. Po końcowym gwizdku Mourinho od razu schodzi do szatni, dopiero później wychodzi na celebrację tytułu. Już wtedy wiadomo, że jest dość prawdopodobne, że nie zostanie w Interze na kolejny sezon. Ale to zmartwienie na później. Teraz wszyscy czekają na ostatni mecz w sezonie. Na trzeci finał.

 

 

Pamiętam to oczekiwanie. Jako kibic Interu stanąłem przed szansą bycia świadkiem czegoś historycznego dla mojego klubu i dla mnie samego. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, albo nawet od zawsze i mimo pewnej ugruntowanej już w świadomości obawy – uwierzyłem że to marzenie może się spełnić. Że Inter może zdobyć ten puchar. Na moich oczach, na żywo, może ku lekkiej zazdrości przyszłych pokoleń kibiców Interu. Przeciwnikiem był Bayern Monachium. W trakcie tego sezonu Inter wygrał z Juventusem, Milanem, Romą, Chelsea, Barceloną… Czemu więc miałby nie wygrać z Bayernem? Mourinho stworzył zespół, który w tym momencie sprawiał wrażenie mogącego wygrać z każdym, jakkolwiek silnym przeciwnikiem by nie był. W tym miejscu nasuwa mi się pytanie do wszystkich przeciwników jego stylu gry: czy nie o to właśnie chodzi w pracy trenera? Czy nie chodzi o to, żeby wyciągnąć 100% z możliwości, które drzemią w piłkarzach, których ma się do dyspozycji? Czy nie chodzi o to, by zneutralizować wszystkie przewagi przeciwnika, kiedy prowadzi się teoretycznie słabszy zespół? W większości przypadków trenera rozlicza się z wyników. Gdyby Inter w półfinale zagrał otwarty futbol z Barceloną, ofensywny, wesoły, beztroski – nie byłoby tego finału. Bo siła ofensywna tych dwóch drużyn nie była taka sama i w otwartej, ofensywnej walce Inter by przegrał. Niektórzy styl gry Interu określali mianem “zabijania futbolu”. Nie, to nie zabijanie futbolu. To neutralizowanie ofensywnej przewagi przeciwnika. I zrobienie wszystkiego, by dysponując słabszą kadrą osiągnąć sukces, o którym wcześniej można było jedynie marzyć. To geniusz trenerski, nie “zabijanie futbolu”.

 

 

Mecz finałowy oglądałem z Tatą i przyjacielem. Babcia trzymała kciuki. To wystarczająca rekomendacja, by bukmacherzy mogli się wstydzić za jakikolwiek kurs na Bayern Monachium. Myślałem o tym meczu długo: kilka dni przed, dzień przed, przez cały dzień, w którym był rozgrywany. Ronaldo płakał po porażce z Lazio. Cordoba po odpadnięciu w półfinale Ligi Mistrzów z Milanem. Pewnie łez było więcej, ale te w historii Interu zapadły mi mocno w pamięci. Bayern był prowadzony w tym meczu przez Luisa Van Gaala. Mourinho lata wcześniej był jego asystentem w Barcelonie, co było dodatkowym “smaczkiem” tego spotkania. Druga część pierwszej połowy spotkania. Bramkarz Interu, Julio Cesar, zagrywa długą piłkę do przodu. Milito głową strąca piłkę do Sneijdera, Sneijder przez chwilę tę piłkę prowadzi, po czym podaje ją do wbiegającego w pole karne Argentyńczka. Milto markuje strzał, po czym momentalnie uderza, “podcinając” piłkę. 1-0. Wygranie Ligi Mistrzów staje się naprawdę realne, w zasadzie wydaje się już być na wyciągnięcie ręki, szczególnie że wynik się nie zmienił do przerwy. Zmienił się po przerwie. W pewnym momencie podanie otrzymuje Milito, który prowadzi dość długo piłkę, robi zwód na prawą nogę, po czym momentalnie przenosi futbolówkę na nogę lewą, po czym strzela w “długi róg” bramki. Inter prowadzi 2-0. Wtedy w zasadzie pewne stało się, że nic już nie grozi zwycięstwu. Że ten sen i to marzenie już niedługo staną się faktem. Pod koniec spotkania strzelec dwóch bramek schodzi z boiska, po jakimś czasie telewizja pokazuje go, jak z innymi zawodnikami ogląda radośnie końcówkę spotkania blisko linii końcowej boiska. Wynik już do końca się nie zmienił, końcowy gwizdek zabrzmiał, “trzeci finał” został wygrany. “Tripletta”, bo tak mówi się o tym sukcesie, została osiągnięta po raz pierwszy w historii włoskiej ligi. Do tej pory żaden zespół z Włoch nie wygrał w jednym sezonie Serie A, Pucharu Włoch i Ligi Mistrzów. A ja byłem świadkiem tego wydarzenia “na żywo”. Javier Zanetti, argentyński kapitan Interu, płakał po tym meczu. I nie on jedyny, łez było więcej.

 

 

Paradoksalnie nie mówię o sobie. Jest coś takiego w człowieku, co sprawia że marzysz o czymś nierealnym, cieszysz się z mniejszych osiągnięć bardziej, niż powinieneś, a gdy wreszcie marzenie – do tej pory prawie nierealne – się spełnia, to po prostu czujesz radość, ogromną radość, ale nie lecą ci łzy szczęścia, których się spodziewałeś. Może przez tę nierealność chwili, która właśnie nastąpiła. Bo kiedy oglądam te momenty teraz, kiedy przypominam sobie ten mecz, ten sezon, te bramki, nieraz oczy mi się zaszklą. Wtedy po prostu czułem się szczęśliwy z sukcesu, na który wszyscy kibice Interu czekali tyle lat. Zasłużyliśmy na ten sukces przez to wszystko, co spotkało nas na przestrzeni lat. Jesteśmy wyjątkowi i zasłużyliśmy na radość tego wieczoru, na ten wyjątkowy i być może niepowtarzalny sezon. W wywiadzie pomeczowym Mourinho, któremu również w trakcie świętowania sukcesu w oczach pojawiły się łzy przyznał, że musi być szczery i najprawdopodobniej od nowego sezonu będzie trenerem Realu Madryt. Już po meczu, niedaleko autokaru klubowego Interu kamery uchwyciły Portugalczyka, który wsiada do jakiegoś Audi i mówi coś do opartego o ścianę, stojącego obok autokaru Marco Materazziego. Sądząc po geście prawdopodobnie powiedział coś w stylu: “zadzwonię do Ciebie”, czy “zdzwonimy się”. Mourinho wsiada do samochodu, pojazd rusza, ale po kilku metrach się zatrzymuje. Mourinho wysiada, idzie w stronę Materazziego i obejmuje go, jak czasem obejmuje się ojciec z synem, albo przyjaciel z przyjacielem. Po chwili widać, że obaj płaczą. Do dziś nie ukrywają, że są przyjaciółmi. Ten obrazek to chyba najlepiej uchwycone pożegnanie Mourinho z Interem. Dzięki Marian, że przyjechałeś wtedy i mogliśmy obejrzeć ten finał. Dziękuję Babciu, że trzymałaś wtedy kciuki, cały Inter powinien Ci podziękować za tę i poprzednie wygrane. Dziękuję Tato, że oglądałeś ze mną ten mecz, jak i wiele innych: przegranych, wygranych, zremisowanych. Ty wiesz, co czułem po zwycięstwach i wiesz, co czułem po przegranych. Wiesz, że dla mnie Inter jest czymś wyjątkowym. Dziękuję, że tyle razy mogłem cieszyć się ze strzelonych przez Inter bramek z Tobą. To wiele dla mnie znaczy.

 

 

Kilkanaście lat kibicowania Interowi. Na dobre, na złe, na średnie. Jeden z przydomków Interu to: “La Beneamata”, co znaczy “Ukochana”. Nie wiem czemu akurat forma żeńska, ale “krzesło” w języku włoskim też ma żeński rodzaj, więc nie wnikajmy w gramatyczne szczegóły. Jestem kibicem Interu Mediolan. Mam czarno-niebieskie koszulki i czarno-niebieskie serce. Mimo że nie wykazało tego żadne badanie mam też pewnie czarno-niebieską krew. Utożsamiam się z tym klubem, osiągnąłem nim i z nim niezliczoną ilość trofeów w grach komputerowych. I nikt mi tego nie odbierze, nikt tego nie zmieni. Do końca życia będę kibicem F.C. Internazionale Milano. Ostatnio Interowi wiedzie się gorzej. Jeden z kibiców – Giuseppe – w ramach akcji serwisu fcinternews.it pod tytułem “List do zarządu” napisał kilka słów, a te spodobały mi się szczególnie: “My stoimy tutaj, jak żebracy, nie prosimy o posiłek, nie prosimy o pieniądze i nie mamy zamiaru, nigdy, zapukać do innych drzwi.”. Jestem “Interistą”, mogę lubić inne kluby mniej, lub bardziej, ale na zawsze Inter będzie tym jedynym, najlepszym, wyjątkowym, ukochanym. Nigdy się to nie zmieni. I buńczucznie napiszę, że to nie ja zasłużyłem na bycie kibicem Interu, to Inter zasłużył na to, żebym ja stał się wiernym kibicem tego zespołu. Zasłużył piękną historią, z łzami porażki i łzami zwycięstwa w tle. Było warto. Z sukcesami, czy bez nich – będziemy razem.

 

Autor: Przemysław Pałka, vel. scozzi [rivero]

Tagi:
udostępnij

Zobacz też

Luciano Spalletti

Rok 2018 z czarno-niebieskiej perspektywy (5)

02.01
23:26
Serie A

Z obozu rywali - podsumowanie pierwszego tygodnia mercato (12)

10.01
16:18

Komentarze (36)

Nie jesteś zalogowany. Tylko zalogowane osoby, mogą dodawać wiadomości
14.09.2018 o 10:48 przez strzalkowy
strzalkowy
bardzo fajny tekst. Gratuluje miłości . Jak czytałem to wiele sytuacji , jakbym opisywał swoje dzieciństwo miłość do Interu bym podobnie opisał . Dlatego miło się czyta bo można wrócić wspomnieniami do tamtych czasów i odkurzyć niektóre momenty . Pozdrawiam !
10.01.2017 o 09:57 przez Recoba
Recoba
propsik leci. ja tak samo, kupiona koszulka Ronaldo. debiut Ronaldo przyćmiony wejściem urugwajskiego smoka Alvaro Recoby :) Rai Uno się oglądało i na żywo śledziło Serie A - był jeden piłkarz, który zamieniał boisko piłkarskie w scenę teatru - El Chino ;)
FORZA Inter !! !
29.08.2013 o 18:36 przez jaccek
jaccek
Czytając Twój tekst, powróciły moje wspomnienia. Właściwie podobne, bo jesteśmy rówieśnikami i w podobnym czasie zacząłem kibicować Interowi. Również zaczęło się od pierwszoplanowej postaci, czyli fenomenalnego Ronaldo, którego plakaty w koszulce w czarno-niebieskie pasy wisiały właściwie chyba na wszystkich ścianach w moim pokoju (wielce możliwe, że znalazły się one również w panteonie największych na moim suficie). Co prawda moją pierwszą koszulką była 10-tka z nazwiskiem Baggio. To był grajek, z którym wiązaliśmy wielkie nadzieje podczas transferu do Interu po MŚ 1998. Ponadto takie nazwiska jak Pagliuca, Bergomi, Zanetti (niesamowite, że ten sam, co dzisiaj ;) ), Djorkaeff, West, Simeone, Moriero, Galante, Sousa, Winter, Colonnese, Zamorano, Ventola, Recoba... później Di Biagio, Cordoba, Vieri, Blanc, Peruzzi, Kily Gonzalez, Emre, Crespo, Cannavaro, Veron, Materazzi, Adriano... i tak bez końca. Fantastyczni piłkarze, których zapewne trochę się idealizowało za młodych lat, ale którzy niewątpliwie odcisnęli piętno w pamięci młodego kibica.
Pamiętam atmosferę po przegranym meczu o Scudetto z Juventusem w '98 roku przy wydatnej pomocy arbitra. Pamiętam wygraną z Lazio w finale UEFA, sukces w rewanżu z Realem w LM, gdy to właśnie Baggio w końcówce dał nadzieję na awans z grupy. Pamiętam główkę Simeone, gdy trafił w Moskwie na 1-1 w końcówce meczu. A wszystko skończyło się w starciu z Manchesterem United. Ach, jak wtedy nienawidziłem Beckhama i spółki...
Później różnie to wyglądało, ale ten mecz z Helsingborgs też zapadł w pamięci (ach ta satelita z RAI uno, due, tre ;) . Mnóstwo znakomitych nazwisk w Interze, miliony wydawane bez opamiętania przez Morattiego, a wszystkie nadzieje okazywały się złudne. Jednak od tamtej pory mimo porażek i sukcesów Inter pozostał jako najbliższy memu sercu klub.
Późniejsze lata wynagrodziły mniej, lub bardziej nieudane sezony. Serie A po aferze Calciopoli wyglądała nieco inaczej, bo kary nałożone na kluby osłabiły głównych konkurentów w walce o Scudetto. Inter zaczął odnosić sukcesy, a rok 2010 to spełnienie marzeń, chociaż faktycznie, gdyby Nerazzurri wygrali LM dziesięć lat wcześniej, wówczas byłyby to magiczne wspomnienia. A tymczasem po wygraniu finału z Bayernem jakby brak świadomości tego, że oto właśnie udało się wygrać coś, na co kibice klubu czekali prawie pół wieku. Wielki sukces, ale już bez takiej młodzieńczej aureolki przypisywanej piłkarzom i trenerowi.
Teraz mamy inny Inter i nowe nadzieje. Póki co bez wielkich wymagań, bo rodzi się nowy zespół, który zanim powróci do lat swojej świetności, musi wyjść na prostą i odzyskać zaufanie kibiców po trzech fatalnych sezonach. Lada dzień już bez Morattiego, a kto wie, może już niedługo także nie na Stadio Giuseppe Meazza...

Miło poczytać, że ktoś ma podobne wspomnienia i przeżycia. To niewątpliwie umacnia w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy wielką rodziną zakochaną w Interze. Pozdrawiam! :)
28.02.2013 o 22:28 przez A(dri)ras
A(dri)ras
Ach ten Ronaldo dzięki niemu i żółtej koszulce Brazylii też tu jestem <img src="/files/emoticons/20" alt="&lt; loveinter &gt;" /> <img src="/files/emoticons/20" alt="&lt; loveinter &gt;" /> <img src="/files/emoticons/20" alt="&lt; loveinter &gt;" />
28.02.2013 o 19:39 przez Omen
Omen
@ Interlegia jak sama nazwa brzmi...LEGIONISTA więc nie zaprzątajmy sobie nim głowy
28.02.2013 o 19:29 przez scozzi
scozzi
<br />
Już wysłałem prośbę o poprawę wyniku meczu Inter - Real z 2:1 na 3:1. Cóż, jakoś w pamięci miałem 2:1. Dzięki, że to wychwyciliście.<br />
<br />
Bardzo wszystkim dziękuję za pozytywne komentarze, są budujące i dają poczucie, że pisanie tego nie poszło na marne. Fajnie, że komuś łezka się w oku zakręciła, ktoś przypomniał sobie jakąś sytuację z życia, kto inny przypomniał w jakich okolicznościach sam stał się kibicem Interu. Ja myślę, że ten tekst śmiało może przeczytać każdy. Kibic Interu zrozumie go najlepiej - wiadomo. Ale np. kibic Barcelony, Realu, Manchesteru United może po przeczytaniu zastanowi się dwa razy, zanim wyśmieje kibica Interu po jakiejś porażce. A ktoś kto piłki nie lubi w ogóle zrozumie chociaż w jakimś stopniu, że ten sport można odbierać inaczej, niż &quot;gapienie się, jak 22 chłopa gania za jedną piłką&quot;.<br />
<br />
Do użytkownika interlegia: nie mam z Tobą o czym rozmawiać. To przykre, że masz takie zdanie. Ale to przykre nie dla mnie, nie dla innych kibiców Interu, nie dla tych, którym podoba się ten tekst. To przykre dla Ciebie.<br />
<br />
Jeszcze raz dzięki wszystkim.
28.02.2013 o 18:42 przez matteo777
matteo777
interlegia kim ty jesteś? pierd.... macho?! Jak tego tekstu nie rozumiesz i nie czujesz, to współczuję.... Usuń profil albo zmień portal bo tu dla ciebie miejsca nie ma i nie będzie! <img src="/files/emoticons/23" alt="&lt;ban!&gt;" /> Chłopak się napracował, pisał z pasją, z serca a ty go tyrasz... Sam byś pewnie po dwóch zdaniach poległ...<img src="/files/emoticons/23" alt="&lt;ban!&gt;" /> <br />
<br />
<img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/20" alt="&lt; loveinter &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
28.02.2013 o 16:07 przez Omen
Omen
Wielu z nas zaczynało od Ronaldo...gdyby nie on to dziś nie oszukujmy się nie bylibyśmy kibicami Interu , dlatego mimo wszystko kim był pozostanie dla wielu legendą. Inter to specyficzna drużyna.Nigdy nie grał pięknie...nigdy nas nie rozpieszczał...ale nasza wiara w sukces jest wielka. Dlatego to różni nas od kibiców innych drużyn.My jesteśmy najlepsi ! Bo jesteśmy najwierniejsi ! FORZA INTER
28.02.2013 o 14:54 przez des
des
interlegia,<br />
jeśli bawią Cię takie stwierdzenia, to wg mnie nie jesteś prawdziwym fanem.
28.02.2013 o 10:18 przez Lucasix
Lucasix
*interlegia<br />
<br />
A wiesz, że tylko prawdziwi faceci są w stanie wyznać miłość ? Do laski, do matki czy do klubu ? <br />
<br />
Dla mnie tekst pierwsza klasa, zero kompleksów, czysta miłość i tyle. A pokazanie jaj publicznie można porównać do kibicowania Juve i przyznawania się do tego z dumną piersią <img src="/files/emoticons/55" alt="&lt;kupa&gt;" />
28.02.2013 o 09:06 przez interlegia
interlegia
po przeczytaniu początku wyobraziłem sobie jak podchodzi chłopak do dziewczyny i mówi :<br />
<br />
&quot;Kocham Cię. Z wzajemnością – jestem tego pewien. Od dziecka, od kilkunastu lat. I nigdy się to nie zmieni&quot;<br />
<br />
haha albo <br />
<br />
&quot;Nie zawsze było łatwo i jeszcze wiele razy trzeba będzie poczuć smak porażki w przyszłości. Smak palący w gardle jak nie przepita niczym wódka. Jestem tego świadomy, jestem na to gotowy. Czy było warto zakochać się w Tobie?&quot;<br />
<br />
<br />
nie rozumiem jak to może się podobać, brzmi jak wyznanie prawiczka, to jest jak pokazanie swoich jaj publicznie, wielki minus<br />
28.02.2013 o 08:16 przez jarekddz
jarekddz
haha, dokładnie tak samo miałem ;D Z tym, że Ja uwielbiałem Ronaldo, dlatego dostalem jego koszulke z Batcelony. Wtedy kibicowałem tylko Brazylii, a jak odszedł do Interu, to wtedy zaczęła się moja miłość do tego klubu ;]
28.02.2013 o 00:59 przez matteo777
matteo777
Cała prawda!<img src="/files/emoticons/8" alt=" ;( " /> U mnie już dekada minęła, a zaczęło się od koszulki Vieriego, podobna historia tylko troszkę później...<br />
Poza tym to barca teraz pewnie połowę kibiców straci<img src="/files/emoticons/12" alt=" :D " /> <br />
Dobrze że za często nie wygrywamy, bo by się u nas sezonowców nazbierało a tak to sami koneserzy<img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
28.02.2013 o 00:43 przez Matixinski
Matixinski
Pieknie pieknie <img src="/files/emoticons/10" alt=" :) " /> <br />
u mnie sie zaczelo od Vieriego, mialem jego koszulke ale za gry w Lazio i poszedlem za nim do Interu . Nie zaluje, troche juz lat minelo , zawsze ze INTEREM! <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
28.02.2013 o 00:29 przez Mateusz17
Mateusz17
To z tymi wynikami o poranku w szkole eh ile sie udenerwowałem wtedy zwłaszcza ze w klasie pare jufków i kibiców barcy ,gotowałem się nie raz pięknie , tak racja było wtedy z realem 3-1 ,moim ukochanym zawonikiem był i jest Ronaldo jak wiekszosc z was dzieki niemu kibicuje interowi ,płakałem jak bóbr z nim po finale MS 98 ,moją pierwsza koszulka była koszulka milanu Bierhoffa <img src="/files/emoticons/12" alt=" :D " /> ale mój braciszek dostał brazyli Ronaldo(zresztą nie znam bardziej podobnego człowieka do r9 niz on taka replika Ronaldo z 98 a całe zycie cżłowiek marzył zeby do neigo byc podobnym<img src="/files/emoticons/12" alt=" :D " /> )zwędziem mu tą koszulke a potem juz była Baggio Vieriego itd
27.02.2013 o 23:27 przez martin
martin
Duzo tego tez nie czytalem ale kojarze wszystkie fotki i jeszcze wiele wiele wiecej przed.... zawsze czekalem na Scudetto dlugo dlugo i wreszcie kiedys nastapilo ;) Moja przygoda z INTEREM to szalik prosto z Mediolanu byly to lata 80' hmmm ale ten czas leci<img src="/files/emoticons/8" alt=" ;( " /> <img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" /> <img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" /> <img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" />
27.02.2013 o 23:21 przez Gaszka
Gaszka
Wojtala mylisz się - Le tre squadre arrivarono così all'ultima gara, il 5 maggio, in questa situazione di classifica: Inter 69, Juventus 68, Roma 67
27.02.2013 o 23:05 przez sowik
sowik
może kiedys przeczytam <img src="/files/emoticons/21" alt="&lt;lol2&gt;" /> ale mimo wszystko only Inter! <img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" />
27.02.2013 o 22:55 przez bezzell
bezzell
Genialny tekst! W tym samym czasie zakochałem się i czytając to powracały wszystkie te wspaniałe, choć nie zawsze idące po naszej myśli wspomnienia. TYLKO INTER!
27.02.2013 o 22:45 przez Wojtala
Wojtala
Ja pamiętam jak jeszcze w Interze grał Jurgen Klinsman to były czasy. Co do tekstu to Inter - Real 3:1<br />
a sytuacja w tabeli przed ostatnią kolejką sezon 2001/2002 <br />
1. Inter 2. Roma 3. Juventus i wygrało Juve nigdy tego nie zapomnę kiedy gość na Rain Uno pytany kto zdobędzie Scudetto powiedział Juventus wtedy go wyśmiałem i odsyłałem do psychiatry.
27.02.2013 o 22:19 przez WilkuLC
WilkuLC
Tekst super. Dobrze się czyta <img src="/files/emoticons/9" alt="&lt;brawo&gt;" /> ja &quot;przyszedłem&quot; do Inter'u razem z Figo w 2005 roku. Nigdy nie kibicowałem wcześniej żadnej drużynie ale piłkarzom, a dokładniej dwóm. Najpierw Suker'owi, a potem Figo <img src="/files/emoticons/12" alt=" :D " /> I tak sie w tym klubie zakochałem... <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
27.02.2013 o 22:09 przez Gajdzik
Gajdzik
Muszę przyznać, ze jak czytałem ten tekst to wracały niektóre wspomnienia, aż się łezka zakręciła w oku, tym bardziej, ze moja przygoda z Interem zaczęła się podobnie, pierwsza koszulka też Ronaldo, tyle że brazylijska... <br />
Nie wiem jak to się dzieje, ale przychodzi taki moment, sam nie wiem kiedy, że wiesz że to właśnie ten Klub <img src="/files/emoticons/33" alt=" !! " /> <br />
Inter na dobre i złe...<br />
<br />
<img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" />
27.02.2013 o 22:02 przez Lucasix
Lucasix
Magnifico ! Piękny tekst, oby więcej takich na portalu ;) Przeczuwam, że jednak większość (pow.18 lat) kibicuje Interu właśnie dzięki legendzie - true Ronaldo ;) Czytając tekst czułem się jak w maszynie czasu. ;) Wspomnienia wróciły, zwłaszcza z czasów podstawówki, gimnazjum. ;)
27.02.2013 o 21:50 przez szeregowiecryan101
szeregowiecryan101
Powiem Krótko:FANTASTYCZNY TEKST,NAPISANY PROSTO Z SERCA<img src="/files/emoticons/33" alt=" !! " /> !<br />
szkoda ze teraz jest jak jest ale miejmy nadzieję ze ktoś sie obudzi w tym zarządzie i znowu będzie lepiej<img src="/files/emoticons/33" alt=" !! " /> !<br />
<br />
<img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
27.02.2013 o 21:31 przez webo123
webo123
kurna rzadko mi się to zdarza, ale czytając ten tekst wzruszyłem się<img src="/files/emoticons/10" alt=" :) " /> Interowi kibicuję również od 97 lub 98 roku i również dzięki RONALDO. A czytając tekst faktycznie rzuca się wynik meczu z Realem 3-1 było a Baggio wszedł z ławki i wygrał nam mecz, jego 2 bramy widzę przed oczami;FORZA INTER<img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" /> <img src="/files/emoticons/15" alt="&lt; forza &gt;" />
27.02.2013 o 21:25 przez Kebo
Kebo
Wspaniały tekst. U mnie dość krótko od 2008 z Nerazzurri, ale za to całym serce m
27.02.2013 o 21:23 przez Pawel1992
Pawel1992
ja kibicuję już 8 lat i jestem tego dumny że cały czas jetem wierny jednemu klubowi i kompletnie nie rozumiem sezonowców
27.02.2013 o 21:06 przez skubany
skubany
Tak trochę nie na temat wypalę, no ale trudno.<br />
<br />
&quot; Któregoś dnia, piłka odbiła się od garażu i leciała prosto na moją lewą nogę &quot; Domyślam się, że był to strzał życia.<br />
<br />
Ja miałem podobny. Na lekcji WFu graliśmy w piłkę. Kolega stojący na bramce podał mi dłuuugą i wysoką piłkę. Na trybunach siedziała moja aktualna narzeczona, wtedy koleżanka .. Nagle włączyło się slow motion. Piłka leciała łagodnie, idealnie wręcz, jakby moja prawa noga była magnezem. Z pierwszej piłki uderzyłem z woleja. Wiedziałem, że to będzie uderzenie mojego życia. Pech chciał, że na bramce przeciwników stała Pani od WFu .. Efekt ? Miała podbite oko i lajpo przez 2 tygodnie .. Było mi głupio i wstyd. Ale warto było, WARTO !
27.02.2013 o 21:03 przez des
des
Świetny tekst! Również i ja kibicuję Interowi dzięki Ronaldo. I to już się nigdy nie zmieni, cokolwiek by się nie działo!<img src="/files/emoticons/24" alt="&lt;flaga&gt;" />
27.02.2013 o 20:56 przez Michellaga
Michellaga
Tylko Inter jest godzien takiej miłosci. Dumni po zwycięstwie, wierni po porażce FORZA INTER!<img src="/files/emoticons/20" alt="&lt; loveinter &gt;" />

Shoutbox

rroossoonneerii 21.09.2019 06:37

Dawac ten mecz

Alfa 21.09.2019 05:10

Noico

ragnar 21.09.2019 05:06

15 h 37 i mecz :P

Lopez 20.09.2019 22:39

No ja dam jutro znac

Lopez 20.09.2019 22:33

Dzony nie pisalem do Pango bo on od pazdziernika jest w krakowie

maverik 20.09.2019 22:29

alez beka z tej 3 bramki

maverik 20.09.2019 22:26

jednak Capata samoboj

maverik 20.09.2019 22:26

szybko

maverik 20.09.2019 22:26

Nandez rete

maverik 20.09.2019 22:25

Kłame

Imrahil 20.09.2019 22:23

Ten tez juz wiecznie polamany

Imrahil 20.09.2019 22:22

Znow?

maverik 20.09.2019 22:21

kontuzja

Imrahil 20.09.2019 22:21

Znow zachlal pale na dzien przed meczem?

Imrahil 20.09.2019 22:21

Najgolan dlaczego nie gra?

Dzonyy 20.09.2019 22:17

pongo sie nie odezwal

Dzonyy 20.09.2019 22:16

i co wbijasz jutro ?

Dzonyy 20.09.2019 22:16

lopec

Lopez 20.09.2019 21:26

no asamoah na pewno zrobi z niego wiatrak ;)

Rebelde 20.09.2019 21:22

po kontuzji zawsze jak wchodził to był beznadziejny

Archiwum shoutboxa

Tabela

/

Tabela strzelców

Serie A

  • 1

    Inter

    Inter

    3

    9

  • 2

    Bologna

    Bologna

    3

    7

  • 3

    Juventus

    Juventus

    3

    7

  • 4

    Napoli

    Napoli

    3

    6

  • 5

    Cagliari

    Cagliari

    4

    6

  • 6

    Atalanta

    Atalanta

    3

    6

Pokaż tabelę

Mecze

Zawodnikp

Bramki

  • 1

    Domenico Berardi

    5

  • 2

    Dries Mertens

    3

  • 3

    Alfredo Donnarumma

    3

  • 4

    Christian Kouame

    3

  • 5

    Ciro Immobile

    3

Pokaż wszystkich

Wyniki Serie A

Piątek, 20 września

  • FT

    Cagliari

    3 - 1

    Genoa

Sobota, 21 września

  • 15:00

    Udinese

    ? - ?

    Brescia

  • 18:00

    Juventus

    ? - ?

    Verona

  • 20:45

    Milan

    ? - ?

    Inter

Niedziela, 22 września

  • 12:30

    Sassuolo

    ? - ?

    SPAL

  • 15:00

    Bologna

    ? - ?

    Roma

  • 15:00

    Sampdoria

    ? - ?

    Torino

  • 15:00

    Lecce

    ? - ?

    Napoli

  • 18:00

    Atalanta

    ? - ?

    Fiorentina

  • 20:45

    Lazio

    ? - ?

    Parma

Booking.com

Publicystyka

Serie A

Z obozu rywali - na koniec mercato (2)

07.09
14:54
Serie A

Z obozu rywali - to jeszcze nie koniec transferowej ofensywy! (5)

13.08
18:24
Archiwum publicystki

Sonda

Kto był najlepszym zawodnikiem w meczu przeciwko Slavii Praga

Polls answer

Statystyki serwisu

Liczba użytkowników: 28529

Liczba newsów: 34742

Liczba komentarzy: 434585

Użytkownicy online: 1 (cukier17) oraz 11 gości

Serwis istnieje od 2003 roku

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką cookies. Możesz określich warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.

Herb Interu
Scudetto

18x

scudetto

Champions league

3x

Champions league

Coppa italia

7x

Coppa Italia

Fifa Club World Cup

1x

Fifa Club World Cup

UEFA cup

3x

Uefa Cup

Logo FcInter.pl

Nieoficjalny, największy polski serwis poświęcony Interowi Mediolan. Działamy dla Was od 2003 roku!

Serie A

Puchary

Dla Tifosich

Serwis

Zarejestruj się

Zarejestruj się