Dramatyczny wieczór Ronaldo na Stadio Olimpico
Wiosną 2000 roku Ronaldo był o krok od wielkiego powrotu, który miał zamknąć najtrudniejszy rozdział jego kariery w Interze. Nowa miłość, narodziny syna i pozytywne sygnały płynące z treningów dawały nadzieję, że Fenômeno znów będzie decydujący w meczach Nerazzurrich. Finał Pucharu Włoch z Lazio miał być symbolem odrodzenia brazylijskiego napastnika. Zamiast tego stał się jednym z najbardziej bolesnych momentów związanych z jego pobytem na Półwyspie Apenińskim, o czym wspomniał Luca Caioli w książce "Ronaldo. Brazylijski Fenomen" dostępnej na: https://bit.ly/fcinter-ronaldo
Fragment:
Po powrocie z Copa América w jednej z pizzerii w São Paulo Ronnie poznaje Milene Domingues. To 20-letnia blond modelka i piłkarka, która zaczęła grać w piłkę ze swoimi braćmi, kiedy miała 12 lat. Została wpisana do Księgi rekordów Guinnessa dzięki temu, że zdołała podbić piłkę 55 197 razy. Wyczyn ten zajął jej dziewięć godzin i sześć minut i zapewnił jej tytuł Rainha das Embaixadin has – Królowej Żonglerki. Ronniemu udaje się zdobyć jej numer telefonu i proponuje jej randkę. Początkowo Milene jest niechętna, od najmłodszych lat zna bowiem piłkarzy i środowisko piłkarskie, później jednak ulega wdziękowi Fenômeno, który w czerwcu zakończył związek z Susaną Werner. Towarzyszy mu 19 sierpnia 1999 roku w Zurychu, gdy Ronnie promuje kandydaturę Brazylii jako gospodarza mistrzostw świata w 2006 roku.
Nowa miłość i nowy sezon, który po klęsce w poprzednich rozgrywkach zapowiada się pozytywnie. Drużynę przejmuje Marcello Lippi. Na ławce trenerskiej Juventusu wygrał niemal wszystko, co było do wygrania. Jest człowiekiem mającym zapewnić Interowi scudetto, po które klub nie sięgnął już od dziesięciu lat. Z Lazio do drużyny przychodzi napastnik Christian „Bobo” Vieri, bomber będący obecnie w najlepszej dyspozycji.
(…)
W wigilię Bożego Narodzenia, w domu w Rio de Janeiro, który kupił dla swojej mamy, bierze ślub z Milene Domingues. Ona ubrana na biało i w ciąży, on w czarnym garniturze, niebieskiej koszuli i krawacie od Armaniego utyka, ale nie ma kul. Ślub cywilny z siedemdziesięciorgiem gości, łącznie z rodziną i przyjaciółmi. Nic wystawnego. Krótki miesiąc miodowy w Angra dos Reis, a następnie powrót do Włoch po przystanku w Paryżu na wizytę u doktora Saillanta. Wszystko wygląda dobrze, trwa rehabilitacja i Ronaldo zaczyna widzieć światełko w tunelu. 22 marca 2000 roku w Appiano Gentile jest mnóstwo ludzi chcących zobaczyć go w gierce treningowej, w której strzela dwa gole. Na końcu dziennikarze tłoczą się wokół Ronniego, chcą wiedzieć, kiedy zagra w oficjalnym spotkaniu. „Niedługo, bardzo niedługo”, odpowiada Brazylijczyk.
6 kwietnia w szpitalu La Madonnina w Mediolanie na świat przychodzi Ronald Domingues Nazário de Lima, waży trzy kilogramy i mierzy 52 centymetry. Ronaldo, w zielonym fartuchu i maseczce, jest przy porodzie swoje go pierworodnego. Później opowiada: „To najpiękniejszy dzień w moim życiu. Było tak, jak sobie wyobrażałem: towarzyszyły mi wyjątkowe emocje. Nie, to nie ma po równania z żadnym golem – zapewnia. I dodaje: – To będzie magiczny tydzień. Urodził się mój syn, a ja wracam do gry w piłkę. Życie przyniosło mi dwa prezenty naraz. Życie jest piękne”.
12 kwietnia 2000 roku na Stadionie Olimpijskim w Rzymie Lazio i Inter mierzą się w pierwszym meczu finałowym Pucharu Włoch. Dzień wcześniej Marcello Lippi powiedział: „Skoro lekarze mówią, że Ronaldo może zagrać kwadrans, to jestem pewien, że wniesie do drużyny radość i pewność siebie. Wygląda dobrze, może zdziałać wspaniałe rzeczy”.
I oto Ronaldo siedzi na ławce rezerwowych, otoczony fotografami po pięciu miesiącach, a dokładnie 142 dniach przerwy. W ósmej minucie Clarence Seedorf zapewnia Nerazzurrim prowadzenie, a w 40. minucie Pavel Nedvěd doprowadza do wyrównania. Po przerwie Brazylijczyk truchta po bieżni lekkoatletycznej stadionu, a później kontynuuje rozgrzewkę przy linii bocznej. W 52. minucie Diego Simeone zdobywa bramkę na 2:1 dla drużyny prowadzonej przez Svena-Görana Erikssona. W 58. minucie Ronaldo robi znak krzyża, trzykrotnie całuje medalik ze świętym Krzysztofem, który nosi na szyi, i wchodzi na boisko za Roberto Baggio. To moment wyczekiwany od 21 listopada 1999 roku. Sześć minut później przychodzi dramatyczna chwila. Ronnie przejmuje piłkę na wysokości trzech czwartych boiska i rusza sprintem. Przed sobą ma Portugalczyka Fernando Couto oraz Giuseppe Pancaro, zwód w jedną stronę, zwód w drugą stronę, przekładanka i prawe kolano nie wytrzymuje. „To był taki gwałtowny dźwięk, coś się ewidentnie złamało”, wspomina Simeone. Ronaldo słyszy trzask, krzyczy „Jezu!” i stara się zatrzymać rzepkę, która przemieszcza się w stronę uda. Leżący na murawie, zwinięty niemal w pozycji embrionalnej Fenômeno to straszny widok, którego nie da się zapomnieć. Sądząc po zaniepokojonych gestach kolegów z drużyny i zawodników Lazio, którzy natychmiast przywołują lekarza, uraz jest bardzo poważny. Na Stadionie Olimpijskim zapada cisza. Lippi łapie się za głowę. Tak samo Christian Panucci. Simeone stoi przy byłym koledze z zespołu, Moratti pospiesznie schodzi do szatni. Zalany łzami Ronnie zasłania twarz i opuszcza boisko na noszach z zabandażowaną nogą, podczas gdy publiczność bije brawo i skanduje jego imię. Dlaczego znowu ja? – zastanawia się Ronaldo. Jest zrozpaczony. „Myślałem – powie jakiś czas później – że to już koniec mojej kariery”.
Brazylijczyk zostaje przewieziony karetką na lotnisko Fiumicino, skąd razem z drużyną wraca do Mediolanu. Następnego dnia na pierwszych stronach gazet najczęściej pojawiają się takie słowa, jak „tragedia” czy „dramat”. Wszędzie słychać pytanie: czy to koniec kariery? W paryskim szpitalu Pitié-Salpêtrière badania potwierdzają ze rwanie ścięgna rzepki prawego kolana. O 19.20 Ronaldo jest ponownie operowany przez doktora Gérarda Saillanta. Po zabiegu trwającym niewiele ponad dwie godziny chirurg odpowiada na pytania dziennikarzy: „Dziś nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy Ronaldo będzie mógł jeszcze wrócić do gry albo czy wróci na 100 procent”. On jednak, jeszcze w szpitalu, w nocie z podziękowaniami dla dziennikarzy za ich wsparcie, pisze: „Wojownik jest ranny, ale jeszcze nie umarł”.
Jedną z pierwszych osób, które odwiedzają go w szpitalu, jest Zinédine Zidane. Nie są przyjaciółmi, grają w różnych drużynach, ale Francuz uważa, że powinien się z nim zobaczyć, żeby dodać mu otuchy, powiedzieć, że go podziwia i że liczy na jego szybki powrót do gry. Solidarność ze strony francuskiego mistrza, który dwa lata wcześniej pokonał Brazylię w finale mundialu, nie jest jedynym tego typu gestem. Kiedy Ronnie wraca do Mediolanu, odwiedza go Pelé. I opowiada mu, że on także, podczas mistrzostw świata w Anglii, odniósł poważną kontuzję, ale w 1970 roku wygrał mundial. „Jeśli będziesz miał wiarę w Boga, tobie też się uda”, zapewnia. Diego Maradona pisze do Brazylijczyka, życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia. I podobnie jak legendarny Argentyńczyk, również dziesiątki piłkarzy, ale także osoby ze świata rozrywki i polityki, dzieci i zwykli kibice życzą Ronniemu szybkie go powrotu do gry. „Ronaldo, nie poddawaj się”, widnieje na koszulkach noszonych przez kolegów z Interu. „Ronaldo, jesteśmy z tobą! Bądź silny!” – taki transparent wynoszą na boisko piłkarze reprezentacji Brazylii.
O książce:
Fenomen, który zmienił futbol na zawsze.
We wrześniu 1976 roku w jednym z najpiękniej położonych miast świata piłkarscy bogowie postanowili podarować ludzkości wspaniały dar – Ronaldo.
W biografii Fenômeno Luca Caioli zabiera czytelników w podróż przez trzy kontynenty. Pokazuje w niej dzieciństwo chłopca zwanego Dadado w Bento Ribeiro, dzielnicy Rio de Janeiro, przedstawia drogę zakochanego w piłce Ronniego od gry w halach futsalowych do występów PSV, Barcelonie, Interze i Realu Madryt, jego niezłomną walkę o odzyskanie zdrowia po koszmarnych kontuzjach, a także triumfalny powrót snajpera na azjatyckim mundialu, na którym został królem strzelców i w wielkim stylu doprowadził Canarinhos do zdobycia Pucharu Świata.
Jaką ksywkę dostał z powodu wystających zębów? Kto pomógł mu przystosować się do gry na 11-osobowym boisku? Dlaczego nazwał Romário „dupkiem”? Co wydarzyło się w Barcelonie, że ostatecznie opuścił Camp Nou? I w jaki sposób Andrés Sánchez złożył mu ofertę występów w Corinthians?
Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy, piłkarza, który wyznaczył nowe standardy dla środkowych napastników i udowodnił, że nawet ze zgruchotanymi kolanami można zostać legendą.
Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/fcinter-ronaldo
Książkę polecają m.in.:
Jego życie to materiał na film. To opowieść o talencie, zawrotnej drodze na szczyt, zachwycie mediów oraz bolesnym upadku i utracie. To wreszcie historia powrotu na boisko i zwycięstwa w chwili, gdy zwątpili w niego już niemal wszyscy. Ronaldo w formie z lat 1994–1998 to prawdopodobnie najlepszy piłkarz w dziejach, jego styl gry zachwycał i inspirował innych.
Łukasz Rodacki, Duch Sportu
Pseudonim Fenômeno w pełni oddawał to, kim na boisku był Ronaldo. Brazylijczyk uosabiał wartości futebol arte. Oddany głęboko sztuce dryblingu poruszał się w rytmie samby. Łamał schematy i rozrywał na kawałki formacje obronne rywali. Wygrywał mecze w pojedynkę i przyspieszył grę w piłkę. Dzięki talentowi, dynamice i uśmiechowi oczarował miliony kibiców urodzonych w latach 80. i 90., którzy do dziś uważają go za najlepszego środkowego napastnika wszech czasów, mimo że kariera Ronniego była daleka od ideału.
Marcin Mendelski, Nieobiektywny kibic

Komentarze (2)