Luis Henrique coraz pewniej odnajduje się w Interze. Po trudnym początku po transferze z Olympique Marsylia Brazylijczyk zaczyna coraz lepiej rozumieć wymagania włoskiej piłki i w rozmowie z magazynem Placar opowiedział o swojej adaptacji, współpracy z Cristianem Chivu oraz marzeniu o reprezentacji Brazylii.
Na początku wrócił wspomnieniami do odejścia z Botafogo.
– Bardzo chciałem zostać w Fogão. Pierwsze dni we Francji były dla mnie trudne i byłem smutny, ale dziś patrzę na ten etap z wdzięcznością. Być może gdybym wtedy został, nie byłbym dziś zawodnikiem Interu.
Po okresie gry w Marsylii przyszedł czas na Mediolan, gdzie – jak sam przyznaje – początki nie należały do najłatwiejszych.
– W Marsylii, mimo że grałem na skrzydle, miałem większą swobodę i działałem bliżej pola karnego. W Interze bardziej uczestniczę w budowaniu akcji i rozegraniu. Na początku było trudniej, ale z każdym meczem czułem się coraz lepiej. Dziś gram już znacznie swobodniej i widzę postęp.
Największym wyzwaniem okazała się gra defensywna.
– Na początku najbardziej martwił mnie aspekt defensywny, bo wcześniej byłem raczej ofensywnym zawodnikiem, który niezbyt często wracał do krycia. Teraz codziennie nad tym pracuję. Są mecze, w których trener wymaga, żebym zostawał wyżej i pressował, a w innych daje więcej swobody i oczekuje większej mobilności.
Brazylijczyk podkreślił również znaczenie taktyki we włoskim futbolu.
– To liga bardzo taktyczna, zdecydowanie bardziej niż wcześniej przypuszczałem. Już wcześniej pracowałem z włoskimi trenerami – Gattuso i De Zerbim – więc miałem pewne przygotowanie, ale tutaj każdy detal jest analizowany jeszcze dokładniej.
W Interze ogromną rolę odgrywa analiza wideo.
– Pracujemy bardzo dużo z nagraniami. Oglądamy materiały przed treningami i meczami, a potem jedna grupa odgrywa przeciwnika podczas zajęć. Każdy mecz wymaga innego podejścia, nawet jeśli ustawienie pozostaje to samo.
Zapytany o atmosferę w szatni, wskazał dwóch zawodników, którzy szczególnie pomogli mu po transferze.
– Najbliżej mam z Carlosem Augusto, który od początku bardzo mnie wspierał. Mam też świetne relacje z Lautaro Martínezem – bardzo ciepło mnie przyjął, nawet napisał do mnie wiadomość, gdy transfer został dopięty. To człowiek, który dużo żartuje i próbuje mówić po portugalsku.
Na koniec Luis Henrique jasno określił swój kolejny cel.
– Reprezentacja Brazylii to moje wielkie marzenie. Gram dziś w klubie, który daje mi dużą widoczność, więc wiele zależy od mojej codziennej pracy. Wiem, że najbliższy mundial może być trudnym celem, ale już myślę o kolejnym cyklu. Chcę być gotowy. Reprezentowanie Brazylii to ogromna odpowiedzialność
Komentarze (11)