Strata piłkarzy i kolejnych punktów w końcówce meczu. Druga porażka w tym sezonie Ligi Mistrzów | Inter 0-1 Liverpool (138)
Kibicom Interu miały prawo przypomnieć się koszmary z niedawnego meczu przeciwko Atletico, ponieważ znowu zabrakło konkretów, a także koncentracji w końcówce. Ostatecznie to przyjezdni z Anglii zgarnęli komplet punktów w Mediolanie po trafieniu w 88. minucie.
Przed tym spotkaniem Inter był w zdecydowanie lepszej sytuacji od swoich rywali z Anglii, ponieważ - pomimo porażki z Atletico - Nerazzurri utrzymywali miejsce w górnej części tabeli. Z kolei Liverpool musiał odrabiać stracone punkty w pogoni za bezpośrednim awansem do 1/8 finału rozgrywek.
Spotkanie w Mediolanie rozpoczęło się od przykrych informacji dla Cristiana Chivu i fanów gospodarzy. Już w 11. minucie meczu kontuzji doznał Hakan Calhanoglu. Turek nie był w stanie wrócić do gry, a w jego miejsce na boisku zameldował się Piotr Zieliński. Od tego czasu Liverpool zaczął bardzo mocno naciskać i to zawodnicy Arne Slota przeprowadzili pierwsze groźne akcje, testując formę Yanna Sommera. Jednak Szwajcar od początku był pewnym punktem.
W 31. minucie meczu Chivu został zmuszony do przeprowadzenia kolejnej zmiany, ponieważ po interwencji w polu karnym, Francesco Acerbi przysiadł na murawie i już nie wrócił do tego spotkania. Zmiennikiem w obronie został Yann Bisseck, który był wymieniany do wyjścia tego wieczora w podstawowym składzie. Zaraz po tej sytuacji do siatki Interu trafił Ibrahima Konate. Długo czekaliśmy na potwierdzenie tego gola, ale ostatecznie niemiecki skład sędziowski dopatrzył się zagrania ręką przy asyście i na tablicy wyników dalej widniało 0-0. Do końca pierwszej połowy to gospodarze przejęli inicjatywę i byli coraz groźniejsi. Swoje znakomite sytuacje zmarnowali Nicolo Barella, po uderzeniu z rzutu wolnego i Lautaro Martinez, który strzelał głową (wygrywając walkę o pozycję w powietrzu z Virgilem van Dijkiem).
Początek drugiej połowy zwiastował kłopoty dla Interu, który był mało konkretny i momentami zbyt powściągliwy w swoich atakach. Pierwsze zmiany po przerwie przeprowadził Arne Slot, ale wynikało to z faktu, że Chivu już w pierwszej części meczu wykorzystał dwa „okienka” na zmiany i z kolejnymi roszadami musiał czekać na odpowiedni moment. Na boisku zrobiło się nerwowo, a czasami nawet brutalnie.
Rumun przeprowadził zmiany w 82. minucie z nadzieją na zdobycie kompletu punktów w końcówce spotkania. Stało się jednak inaczej. Niedługo później zmiennik w Liverpoolu, Florian Wirtz został pociągnięty za koszulkę w polu karnym przez Alessandro Bastoniego. Sędzia po obejrzeniu wszystkiego na monitorze VAR stwierdził, że włoski obrońca przeszkodził rywalowi w dojściu do piłki i wskazał na „11 metr”. Do uderzenia podszedł Dominik Szoboszlai i bez trudu dał prowadzenie gościom. Inter nie był w stanie odwrócić losów meczu i potwierdził bardzo niepokojący trend - a więc Nerazzurri ponieśli kolejną porażkę z tzw. „rywalami z topu”.
Strata punktów w tym meczu nie zmienia diametralnie sytuacji Interu, ale żeby wejść do fazy pucharowej z miejsc 1-8 trzeba będzie poszukać zdobyczy punktowej w pozostałych spotkaniach w nowym roku, kiedy czarno-niebiescy zagrają z Arsenalem na Meazza oraz z Borussią Dortmund na Signal Iduna Park.
INTER (3-5-2): 1 Sommer; 25 Akanji, 15 Acerbi, 95 Bastoni; 11 Luis Henrique, 23 Barella, 20 Calhanoglu, 22 Mkhitaryan, 32 Dimarco; 9 Thuram, 10 Lautaro.
Rezerwowi: 13 J. Martinez, 60 Taho, 6 De Vrij, 7 Zielinski, 8 Sucic, 14 Bonny, 16 Frattesi, 17 Diouf, 30 Carlos Augusto, 31 Bisseck, 43 Cocchi, 94 Esposito.
Trener: Cristian Chivu
LIVERPOOL (4-3-3): 1 Alisson; 2 Gomez, 5 Konaté, 4 Van Dijk, 26 Robertson; 8 Szoboszlai, 38 Gravenberch, 10 Mac Allister; 17 Jones, 9 Isak, 22 Ekitike.
Rezerwowi: 25 Mamardashvili, 28 Woodman, 6 Kerkez, 7 Wirtz, 12 Bradley, 42 Nyoni, 73 Ngumoha, 92 Lucky.
Trener: Arne Slot
Sędzia główny: Felix Zweyer (Niemcy)
VAR: Soren Storks (Niemcy)
Komentarze (138)
lub zarejestruj się , aby dodać komentarz.
Ręki van dika nie było komu odgwizdać a śmieszny niby faul już tak. Szfabizna padła na murawę jak rażony piorunem szkoda tylko że sekundę po tym jak Bastoni przestał go trzymać ! Won qrwa z tym varem bo więcej ściemy tam jest niż pożytku ! Nie dali im gola po ręce w polu karnym to teraz przyznali Bóg wie co. Swoją drogą Bastoni za to powinien też dostać po dpie bo te jego czasem bezsensowne zachowania (trzymanki itp) później tak właśnie się kończą :/// Thuram też dziś pozal się Boże. Padał jak leszcz przy każdym kontakcie z przeciwnikiem, truchtanie kiedy trzeba było iść szybko za akcja wbiło gwóźdź do trumny ! Ogólnie z najlepszym wychodzi jacy jesteśmy słabi. Niby jak równy z równym niby się stawiamy, ale każdy z naszym widać ma sraczkę w gaciach, a jak już przychodzi do kończenia akcji to bramka jak u ślepego robi się dla nich niewidoczna. Potrzeba kogoś szybkiego, technicznego, silnego fizycznie szczególnie w środku pola, kogoś kto zrobi różnice a nie tylko poda do najbliższego albo wycofa do bramkarza. :/
Każda akcja pchana do boku i wrzutki do nikogo gdzie Liverpool w środku zostawiał tyle miejsca. Głupie piętki i wybieranie trudnych podań zamiast grać prosto i szybko na jeden dwa kontakty. Oczy krwawiły jak się to oglądało. Kairat był groźniejszy niż ten Liverpool pozbawiony jakiekolwiek ataku.
Karny? Oczywiście że wirtz przyaktorzyl ale Bastoni dał pretekst. W dupie mam ten karny jak nie potrafi się strzelić bramki tak słabemu liverpoolowi
Ta drużyna nie wygra z nikim poważnym.
Dramat
.
..
Jeden zero nawet po padace biorę w ciemno
