Na dzień przed hitowym starciem pierwszej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów na Estadio Santiago Bernabeu odbyła się konferencja prasowa. Pierwszym uczestnikiem był szkoleniowiec Realu Madryt - znany dobrze kibicom Interu - Jose Mourinho. Portugalczyk odpowiedział na pytania dotyczące m.in: jutrzejszej rywalizacji, relacji z Cristianem Chivu oraz sytuacji kadrowej.
Pierwszy mecz z serii ośmiu spotkań...
- Chcę potraktować to jako pojedynczy mecz, bez myślenia o tym, że potem czeka nas jeszcze siedem kolejnych spotkań. I oczywiście, że chcę go wygrać.
Jak widział Pan piłkarzy po porażce z Betisem?
- Widziałem ich tak, jak powinienem był widzieć: podłamani w szatni, w niedzielę już dość dobrze zregenerowani, a dzisiaj na rozruchu całkowicie w normie nastawieni na nadchodzący mecz. Mamy przekonanie, że rozegraliśmy dobre spotkanie przeciwko Betisowi, zagraliśmy jak drużyna i zmarnowaliśmy sytuacje bramkowe, których normalnie nie marnujemy.
Inter na Bernabeu przywołuje piękne wspomnienia?
- Na Bernabeu wygrałem Ligę Mistrzów, na Bernabeu przegrałem też półfinał po rzutach karnych. Przeżyłem tu to, co najlepsze i to, co najgorsze, ale teraz o niczym nie myślę. Jestem trenerem Realu Madryt i jutro gramy mecz Ligi Mistrzów. To nie będzie starcie bardzo istotne w tym sensie, że nie decyduje o odpadnięciu z rozgrywek. Zarówno my, jak i Inter wywalczymy awans - przynajmniej tak sądzę. Mam nadzieję, że mecz Realu z Interem będzie możliwy także w przyszłości, kiedy sprawy staną się naprawdę poważne. Jutrzejszy mecz będzie jednak ważny: Inter przyjedzie tu zdobyć punkty i my będziemy walczyć o dokładnie to samo.
Biorąc pod uwagę zawieszenia i absencje, jak będzie wyglądał środek pola?
- Nie odpowiem na to, będę szczery. Mamy trzech zawieszonych zawodników, zgoda. Mogę jedynie powiedzieć, że algorytm układający terminarz chyba mówił po włosku, skoro doprowadził do tego, że gramy ten mecz w takiej sytuacji. Ale tak już jest, mamy 4-5 opcji. Moglibyśmy omówić każdą z nich, ale nie chcę niczego zdradzać.
Czy Inter znajduje się w Pana sercu?
- Poza boiskiem tak. W trakcie meczu nie.
Czy ewentualny triumf w Lidze Mistrzów z Realem Madryt, mógłby nawiązać do Pana poprzedniej przygody na Bernabeu?
- To zupełnie inne momenty. Swoją pracę w Realu Madryt zamknąłem w 2013 roku, wygrywając to, co wygraliśmy, i przegrywając to, co przegraliśmy. To jednak zamknięty rozdział, ten nowy etap nie ma nic wspólnego z przeszłością. To dwa różne momenty w historii Realu Madryt. Klub wygrał mnóstwo pucharów Ligi Mistrzów w ostatnich latach, ale to nie zmienia mojego sposobu myślenia. Jeśli pytacie mnie, czy mam pragnienie wygrania Ligi Mistrzów z Realem Madryt - odpowiadam oczywiście: tak. Ale nie ma to żadnego związku z przeszłością.
Czy towarzyszą Panu szczególne emocje przed meczem z Interem, który nie wygrał Ligi Mistrzów od czasów Pana kadencji? Co sądzi Pan o Chivu?
- Dla mnie to teraz po prostu normalny mecz. Oczywiście spotkam przyjaciela, ale będziemy nimi przed i po spotkaniu. Podczas rywalizacji zasiądę na ławce rezerwowych Realu Madryt, miło będzie zobaczyć pewne osoby, ale na boisku chcę wygrać. Nie będzie czasu na rozmyślanie o rzeczach z przeszłości, jakkolwiek piękna by ona nie była. Chivu jest jednym z moich ludzi i tak pozostanie na zawsze. Bardzo go cenię i cieszę się, że wszystko tak dobrze mu się układa. Będzie miło uścisnąć go przed meczem i po jego zakończeniu.
Jaki Real Madryt zastał Pan przy okazji swojej drugiej przygody w klubie?
- Zastałem Real Madryt, który zawsze jest wielkim Realem Madryt. Maǰą za sobą skomplikowany sezon, a gdy masz skomplikowane sezony, oznacza to, że wiele rzeczy wymaga poprawy. Chcę pracować ze stabilnością, z zamiarem wygrywania każdego meczu i wszystkich rozgrywek. Myślę o Interze, który jest przykładem stabilności: nawet zmieniając trenerów na przestrzeni ostatnich 6-7 lat, pozostaje stabilnym zespołem, niezależnie od pracy Conte, Inzaghiego czy Chivu. Mówię o klubie, o rynku transferowym, o strukturze, tam wszystko jest stabilne.
Czy uważa Pan, że istnieje różnica w interpretacji przepisów sędziowskich w Hiszpanii i w Europie?
- Nie chcę rozmawiać o kwestiach sędziowskich, nie odpowiem na to pytanie. Mogę jedynie powiedzieć, że z Betisem przegraliśmy dlatego, że nie zamieniliśmy wykreowanych sytuacji na bramki. Trzeba zrozumieć, czy VAR nie nakazał powtórzenia rzutu karnego dlatego, że nie zna przepisów, czy dlatego, że po prostu nie chciał... A jeśli przepisy znał, to zastanawiam się, dlaczego nie wezwał arbitra do monitora. Wybieram wiarę w uczciwość i myślę, że nie znał przepisów, ale to nie powinno mieć miejsca. W normalnej sytuacji ten rzut karny powinien zostać powtórzony, choć powtórzę raz jeszcze: nie z tego powodu przegraliśmy. Mimo to, jako człowiek futbolu chciałbym zrozumieć, dlaczego ten karny nie został powtórzony. I pytam też, dlaczego kapitan Realu Madryt został ukarany żółtą kartką, skoro kapitan ma pełne prawo podejść do arbitra i poprosić o wyjaśnienia.
Jak czuje się Endrick? W jaki sposób zamierza Pan go wykorzystać?
- Jutro może być gotowy na 5, może 10 minut. Wczoraj po raz pierwszy trenował z drużyną, a w meczu nie grał od letniego sparingu. Nie ma kondycji na więcej niż 10 minut. Na ławce mamy jednak sporo miejsca, więc się tam znajdzie. Być może będzie musiał wejść. To zawodnik ofensywny i zagra w ataku - czy jako numer 9, 10, czy na skrzydle, tego nie wiem, ale na pewno w linii ataku.
Jak wyglądają Pana relacje z Chivu? Rozmawialiście ze sobą? Podobno poczuł się lekko dotknięty Pana wypowiedzią na temat braku doświadczenia.
- Nasze relacje są jasne: przeszliśmy razem bardzo wiele, w dobrych i złych chwilach, także na płaszczyźnie czysto ludzkiej. Co do mojej opinii o młodych trenerach - mówię po prostu, że jedni radzą sobie dobrze, a inni źle. On poradził sobie świetnie. Poza tym nie pytam cię, z kim ty rozmawiałeś przez telefon, więc sam też nie powiem, z kim rozmawiałem ja. Powiem tylko tyle: nie mamy absolutnie niczego do wyjaśniania. Uściskamy się przed meczem i po meczu, a na boisku zobaczymy, jak potoczy się gra.
Komentarze (1)
Piłkarskie święto.