Decydujące trafienie podczas jednej z najbardziej niezapomnianych nocy w historii Interu: Davide Frattesi nie jest człowiekiem od zwykłych bramek. Nie potrafimy do końca wyjaśnić dlaczego, ale kiedy gra naprawdę się liczy, kiedy nasi przeciwnicy są twardzi i kiedy presja rośnie, Davide jest tam, jakby już wiedział, co wydarzy się na boisku. Instynkt, charakter, żwawość, serce: jest trochę tego wszystkiego w jego wrodzonej zdolności do wywierania wpływu i pozostawiania śladu w decydujących momentach, jak to miało miejsce również w Monachium podczas pierwszego meczu ćwierćfinałowego. To miasto, które Inter wkrótce ponownie odwiedzi, a okazją będzie finał Ligi Mistrzów, do którego Inter dotarł dzięki zwycięskiemu trafieniu Włocha w 99. minucie meczu z Barceloną. Oto, co miał do powiedzenia po meczu:
- Miałem szczęście, że dotrwałem do końca meczu, bo naprawdę dużo świętowałem. Muszę również podziękować fizjoterapeutom, ponieważ odczuwałem pewien dyskomfort i wykonaliśmy świetną robotę, aby doprowadzić mnie do sprawności na dzisiejszy wieczór. Podczas rozgrzewki patrzyłem na ogrodzenie ochronne za bramką i zadawałem sobie pytanie, czy może coś się dziś wydarzy... To był niesamowity mecz, nie potrafię tego opisać słowami. Po Monachium myślałem, że nie doświadczę już takich emocji, ale dziś wydarzyło się coś jeszcze bardziej niezwykłego. Takie jest piękno piłki nożnej. Wierzę, że zdobywanie bramek jest częścią mojej kariery. Nigdy się nie poddawałem i zawsze wierzyłem, a to jest nagroda za moją determinację. Przy stanie 3-3 powtarzałem Marcusowi, że przejdziemy dalej. Wszedłem na boisko i czułem się tak, jakbym grał przez cały czas, ponieważ cały czas trzymaliśmy się na nogach przy linii bocznej. Rzeczy dzieją się wtedy, gdy na to zasługujesz: to niesamowita grupa, pracujemy nieprzerwanie od września. Ktoś tam na górze obserwuje te rzeczy, a noce takie jak te zostają z tobą na zawsze.
będzie?". Ja zszokowany, ona się na mnie patrzy wzrokiem pozbawionym rozumu i emocji. Pierwsza myśl, skąd ona wie, że kibicuję interowi? Twarz owszem krzywa, ale aż tak to widać? To pewnie jedna z tych wiedźm. Coś mi tutaj nie pasowało. Delikatnie odchyliłem jej chustę i zacząłem przyglądać się jej twarzy. Wyobraźcie sobie w jakim musiałem być szoku jak zorientowałem się, że to wcale nie starsza pani, a nasz zawodnik Federico Dimarco! Zanim zdążyłem zadać jakiejkolwiek pytania to Federico splunął, odwrócił się na pięcie i pobiegł ulicą wydając z siebie dźwięki pracującego silnika autobusu. Chyba nigdy tego nie zapomnę.
Komentarze (12)